Witam po dość długiej nieobecności! :)
Wreszcie znalazłam czas na napisanie kolejnego rozdziału (musiałam iść na wagary, chyba czeka mnie kolejna kara -.-)!!
Mam nadzieję, że się Wam spodoba i zapraszam do czytania! :D
Do poniedziałku powinnam nadrobić czytanie Waszych blogów. Wybaczcie, ale miałam (i mam, ale w dupie to bo kurczę, ciekawi mnie co tam u Was słychać xd) dużo nauki i nie miałam na to czasu.
Zapraszam i oby spodobał się Wam ten krótki rozdział! :D
-Od samego początku sprawiasz same problemy Kataneki!- krzyknęła dyrektor Tsunade. Sasori siedział na fotelu obok mnie przysłuchując się jej słowom z cwaniackim uśmieszkiem. Taaa... uzyskał swój cel- wpakował mnie w kłopoty! Gdy tylko ''grzecznie'' oznajmiłam mu, że nie napisałam tysiąca zdań nie zamienił ze mną nawet słowa. Od razu poszedł poskarżyć się Tsunade. Durny kabel!- Twoje oceny są znakomite, ale zachowujesz się skandalicznie! Nie stosujesz się do określonych zasad, pyskujesz, a w dodatku jesteś agresywna i nie panujesz nad sobą! Ech, jeśli tak dalej pójdzie... zawieszę cię!
-Ale...- wrzasnęłam szukając w głowie argumentów ratujących mnie z tej sytuacji. Niestety nie wymyśliłam niczego z wyjątkiem epitetów opisujących sadysty Sasoriego.
-Żadnych ale! Swoją kozę kończysz za półtora tygodnia, nie będę ci jej przedłużać, ale radzę ci wziąć moje słowa do serca, bo inaczej wiesz co się stanie.- oparła. Spojrzałam na Akasunę. Wyglądał na zadowolonego z siebie. Lepiej niech ktoś mnie trzyma, bo zaraz zedrę mu ten dumny wyraz twarzy!- Dobrze to już chyba wszystko możecie iść i... pamiętaj Kataneki mam cię na oku.- ostrzegła mnie wskazując palcami na swoje oczy.
-Tato, daj mi już spokój z tym rosołem-un.- powiedziałem chrypliwym głosem. Ojczulek próbował wcisnąć mi już piątą miskę okropnego wywaru.
-Dei, nie rób fochów tylko jedz! Nie widzisz, że rosołek ci służy? Możesz już mówić! A teraz otwórz buzię aaaaa..(bez skojarzeń xD).
Niespodziewanie ktoś zadzwonił do ojca tym samym ratując mnie od kolejnej łyżki tego świństwa.
Gdy tatulek wyszedł z pokoju wstałem i jak najszybciej wylałem zupę do kwiatka. Wybacz roślinko-un. Szczerze mówiąc miałem dosyć ojca, matki, zatkanego nosa, śmierdzącej pościeli, a przede wszystkim ojcowego rosołku! Ja chcę już do szkoły-un!! Nigdy nie lubiłem chorować. Wolałem pisać sprawdzian na każdej lekcji niż siedzieć w tym wariatkowie, potocznie zwanym domem państwa Douhito-un! W dodatku cały czas myślałem o Chihiro. Chłopaki mieli chyba rację...ona naprawdę mi się podoba. Ale zaraz, zaraz, przecież mam zakład do wygrania! Nie mogę o niej myśleć na poważnie..pff to pewnie tylko chwilowe zauroczenie. Mam nadzieję-un.
-O Deidaruś! Zjadłeś już cały rosołek, świetnie! Przyniosę ci jeszcze kotleciki sojowe, które tak uwielbiasz!- NIEEEEE-UNNNNN!
-Mówiłem żebyś lepiej napisała mi te zdania.- usłyszałam. Nie mówcie mi tylko, że to..
-Możesz za mną nie łazić Sasori..a raczej kablu!- powiedziałam, na co się zaśmiał. Głupi frajer!-Nie schlebiaj sobie, tak się składa, że idę tędy do domu.
-No to.....nie zagaduj mnie, bo... pożałujesz!- krzyknęłam zaciskając mu pięść przed oczami i przyspieszyłam kroku. Przez tego idiotę musiałam wrócić okrężną drogą!
Żałosna...naprawdę nie wiedziałem co Deidara widzi w tej... dziewczynie. Jest irytująca, spóźnialska, wredna i czy wspominałem już, że doprowadza mnie do szału? W dodatku nie grzeszy intelektem, pff o urodzie już nie wspomnę. Ech, ale czego mogłem spodziewać się po guście Deia. Dziewczyny, które sobie wybiera są tak samo denne jak jego sztuka. Chyba muszę z nim porozmawiać, bo naprawdę nie wiem co gorsze- jego artyzm czy ta ''dziewczyna''
-Tak, już nie może doczekać się twojego przyjazdu, czekaj chyba właśnie wróciła..Chihiro, Osamu dzwoni!- oznajmiła babcia, a mój zły humor niespodziewanie zniknął. Niczym polujący lew rzuciłam się na telefon odbierając go babuni.
-OSAMU!- krzyknęłam do słuchawki. W odpowiedzi usłyszałam jak mój ukochany kuzyn wykrzyknął dumnie moje imię. Dawno nie byłam tak szczęśliwa rozmawiając z kimś przez telefon. Z całą pewnością mogłam nazwać kuzyna moim najlepszym przyjacielem. W dzieciństwie bardzo się z nim zżyłam i szczerze mówiąc do dzisiaj uważam go za brata. W prawdzie przez ostatni czas nie mieliśmy ze sobą kontaktu, ale osoby takie jak on nigdy się nie zmienią. Zawsze był pogodny, zabawny i z ciekawością słuchał moich opowieści, mimo tego, że jest ode mnie trochę starszy. Po godzinnej rozmowie, opowiedziałam mu o szkole, starych jaki i nowych przyjaciołach o Deiu. Nie zapomniałam także o Sasorim. Cóż.. jego zachowanie wobec mnie nie za bardzo spodobało się mojemu kuzynowi.
-Ech, spokojnie Osamu, dam sobie radę...tak, tak pamiętam ciosy, których mnie nauczyłeś...hahaha w porządku, pozdrów ciocię, cześć!- odparłam kończąc z nim rozmowę.- Babciuuu idę do siebi..- nagle przerwał mi dzwonek. Otworzyłam drzwi, a w nich ujrzałam szeroko uśmiechniętą Sakurę.
-Saki, nie mówiłaś, że wpadniesz, ale wchodź.- nie odpowiedziała mi tylko minęła mnie chichocząc pod nosem.
-Dzień dobry pani Riso, ach czy świat nie jest piękny!- krzyknęła obejmując moją babcię. W prawdzie nie wyczułam od niej alkoholu, ale czyżby była piana? o.O
-Oj Sakurciu oczywiście, że jest!
-Emm Sakura, chodźmy może do mnie.- zaproponowałam i pociągnęłam ja za rękę, prosto do mojego pokoju. Od razu rzuciła się na łóżko cicho wzduchając.
-Ach Chi... miłość to takie piękne uczucie!- wrzasnęła machając przy tym nogami.
-Sakura, piłaś coś?
-Och przestań i chodź tu!- rozkazała namiętnym głosem. Kurczę trochę się jej boję. o.O- Nie patrz tak na mnie, nie jestem przecież lesbijką muszę ci coś powiedzieć!- ufff.
-Hmm w takim razie, czyżby chodziło o Sasuke?- w odpowiedzi jej policzki zarumieniły się. Nagle spoważniała i odchrząknęła jakby miała zaraz wygłosić jakąś ważną przemowę.
-Chi... zrobiliśmy TO!- powiedziała, a ja nie wierzyłam własnym uszom!
-''TO'' to znaczy..
-Uprawiałam miłość z Sasuke!- spojrzałam na nią z nie dowierzaniem. Przed oczami widziałam, jak jako jeszcze małe dzieci ja, Sakura, Sasuke i Naruto bawimy się razem na podwórku. Teraz jesteśmy już prawie dorośli i najwyraźniej niektórzy z nas są już aktywni seksualnie!- Chi.. powiedz coś.-
-No cóż zamurowało mnie... ale jeżeli jesteś szczęśliwa to ja też.- odarłam. Trochę trudno było mi uwierzyć, że naprawdę ''TO'' zrobili, ale Sakura faktycznie coraz częściej wspominała o seksie. Oczywiście nie przy Hinacie, która gdy tylko usłyszała coś na ten temat od razu mdlała. Taaa chyba każdy wie o czym fantazjowała.- Dobra, mów lepiej jak to było! Zaplanowaliście to czy sami się tego nie spodziewaliście?!
-Cóż,od dawna rozmawialiśmy z Sasuke o seksie, o tym, że chcielibyśmy to zrobić. Wczoraj powiedział mi, że jego brat gdzieś jedzie i wróci późno, więc poszliśmy do niego po szkole i... stało się!- obydwie pisnęłyśmy.- Było tak romantycznie i Sasuke był taki delikatny, zmysłowy.
-A jego zaopatrzenie, no wiesz długiego ma węża?- na moje wścibskie pytanie obydwie zachichotałyśmy.
-Emm czy to ważne.- po jej minie było widać wszystko... Sasuke Uchiha miał małego.- W każdym razie było wspaniale, bolało, ale wiesz to był taki inny ból... taki przyjemny.- uznała, a z kąta jej ust poleciał strumyk śliny.
-Nie śliń mi tu na poduszkę ech.- westchnęłam i potrząsnęłam nią żeby wróciła do rzeczywistości.
-No Chi, a ty uprawiałaś już seks?- zapytała, a ja poczułam jak robi mi się gorąco.
-Stuprocentowa ze mnie dziewica.- odparłam z wypiekami na twarzy.
-Hmm na pewno niczego przede mną nie ukrywasz?- zapytała wbijając swój wzrok we mnie.
-Na pewno!- wrzasnęła. Mówiłam przecież prawdę, tylko jeszcze nikt nigdy nie zadał mi takiego pytania.
-Niech ci będzie, wierzę ci. A zrobiłabyś to z dajmy na to Deidarą?- rzuciłam jej w odpowiedzi mrożące w żyłach spojrzenie, na co wybuchła śmiechem.- To chyba znaczy hmm... tak! Hah...a co powiesz na szybki numerek z..zresztą nieważne.
-Jak już zaczęłaś to skończ Haruno!- uznałam, he pewnie zaproponuje mi Lee, albo Kibę.
-Z Sasorim Akasuną!- o.O
-Ostatnio dosyć często robisz tę minę Chi.- w głowie pojawił mi się obraz pół nagiego Sasoriego leżącego na łóżku z płatkami róż. Spoglądał na mnie i zachęcał palcem abym przyszła. Nie myśląc dłużej zaczęłam machać głową w nadziei, że obraz tego dziwnie zbyt atrakcyjnego idioty zniknie z mojej wyobraźni.
-Uff udało mi się.- szepnęłam do siebie, a Sakura patrzyła na mnie jak na idiotkę.
-Przemilczę to.- uznała- Chi mam do ciebie prośbę, nie mów nikomu o naszej dzisiejszej rozmowie.
-Oczywiście! Nikt się o tym nie dowie!- wrzasnęłam.
Po około godzinie Sakura wróciła do siebie, a ja wzięłam ciepłą kąpiel. Tym razem nie wsypałam soli z suszonymi płatkami róż. Od dzisiaj źle mi się kojarzą!
