środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 11- KONIEC I CZĘŚCI

Jak widać w tytule, rozdział jest zakończeniem pierwszej serii tego bloga! :)
Szczerze mówiąc skończyła mi się wena jeżeli chodzi o to opowiadanie!;p 
Rozdziały tutaj będą się pojawiać, ale bardzo rzadko. Nie chcę pisać niczego na siłę i bardzo was przepraszam! 
Pragnę jednak poinformować, że już w ten weekend powstanie mój nowy blog!
Nie chcę za dużo ujawniać, ale myślę, że będzie się wam podobać!
Zdradzę tylko, że akcja będzie odbywać się nie w Japonii, a Wielkiej Brytanii! Bez obaw- pojawią się oczywiście postacie z anime o Uzumakim oraz pare moich własnych postaci!
A teraz zapraszam do czytania (ps. rozdział jest ekstremalnie krótki).


Zerknęłam na zegarek- czternasta trzydzieści. Nie spałam już od dwóch godzin, ale nie miałam ochoty wstawać z łóżka. W głowie ciągle kłębiły mi się myśli o wczorajszej imprezie, a raczej o jej zakończeniu. W dodatku zastanawiałam się o jakim zakładzie mówił Dei i dlaczego miałabym się na nim zemścić? Nagle drzwi mojego pokoju otworzyły się. Tak jak myślałam to Sakura przyszła mnie odwiedzić. Od jakiejś godziny próbowała się do mnie dodzwonić, ale jakoś nie miałam ochoty dzisiaj z kimkolwiek rozmawiać. 
-Hinata wszystko mi opowiedziała.. Jak się czujesz?- zapytała siadając na brzegu łóżka. Nie wiem dlaczego, ale to pytanie naprawdę bardzo mnie zirytowało. 
-A niby jak mam się czuć?- warknęłam.- Nie widziałaś co się wczoraj stało?!
-A żebyś wiedziała, że nie, byłam przecież z Sasuke.
-W takim razie dalej pieprz się z tym swoim Sasuke. Ale następnym razem nie radzę ci tego robić na tego typu imprezach, no chyba, że podoba ci się opinia..- nagle ugryzłam się w język. Sakura wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale powstrzymała się i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
-Głośniej, kurwa się nie dało?!- krzyknęłam przez łzy, w momencie gdy do pokoju weszła babcia. Nie zwróciła uwagi na moją uwagę i podeszła do mnie. Bez słowa przytuliła mnie, głaskając mnie przy tym po głowie. 


Próbowałem dodzwonić się do Deia już z tysiąc razy, niestety na próżno. Byłem tez w jego domu, ale według jego taty wyszedł pięć minut przed moim przyjściem. Ech, nie rozumiem go. Jak mógł pomyśleć, że zabawiam się z tą małą? Teraz muszę tłumaczyć mu się z czegoś czego nie zrobiłem! Po prostu zajebiście! Większą ochotę miałbym pocałować Hidana niż to zrobić!
Przemierzałem ulice Konohy wciąż poszukując blondyna, gdy nie spodziewanie ujrzałem go wychodzącego zza rogu po drogiej stronie ulicy! Teraz mi nie uciekniesz! 
-Deidara!- wrzasnąłem będąc już blisko niego. Odwrócił się w moją stronę i ku mojemu zdziwieniu spojrzał na mnie jakby chciał usłyszeć co mam mu do powiedzenia. To dobry znak!

-Na początku nie myśl, że cię przeproszę, bo nie mam za co hehe...- zacząłem próbując go rozśmieszyć... nie udało mi się to najlepiej, w sumie wcale.-.. ta to nie pora na żarty. Wiem, że to co widziałeś wyglądało jednoznacznie, ale nie to nie jest to co myślisz.- Dei prychnął w odpowiedzi i odszedł. 
-Zaczekaj! W życiu nie zrobiłbym ci czegoś takiego! Jesteś moim najlepszym przyjacielem, poza tym ta suka nie jest w moim typie!- blondyn odwrócił się, ale nie zareagował zbyt dobrze. Chwycił mnie za bluzę i mną potrząsnął. W jego oczach widziałem wściekłość. 
-Przestań wreszcie kłamać!- warknął patrząc mi prosto w oczy. Po raz pierwszy widziałem go tak wściekłego i poważnego. 
-Stary.. co z tobą?- zapytałem, a on puścił powoli materiał mojej bluzy.
-Wiem co widziałem Sasori i szczerze, jebią mnie twoje wyjaśnienia.- powiedział i odszedł. Nie jestem pewien, chodź to chyba oczywiste- właśnie straciłem najlepszego przyjaciela.

sobota, 26 października 2013

Dołująca informacja.. :c

Moi drodzy czytelnicy! Jak widać wyżej informacja będzie dołująca, no przynajmniej dla mnie. A więc zawieszam bloga na czas nieokreślony. Jak wiecie lub też nie, jestem w drugiej liceum, za rok matura, a nauczyciele wzięli sobie to chyba za bardzo do serca. Uczę się praktycznie cały dzień i nie mam czasu na bloga, a poza tym... skończyły mi się pomysły! :( Mam zamiar założyć drugiego bloga niestety... brak czasu. Jeżeli chodzi o "Konoha Talents School: To niesamowite, jak bardzo możemy zmienić o kimś zdanie..." chcę go oczywiście dokończyć.. przewiduje jeszcze z 10 może z 8 rozdziałów i chyba, powtarzam CHYBA koniec. Drugi blog będzie już poważniejszy, no i przewiduję hentaie, łagodne... Powstanie przy końcówce KTS, informuję tak o, bo chciałam w końcu komuś o tym powiedzieć. Być może powstanie nawet nowa zakładka, gdzie opiszę co i jak jeżeli chodzi o nowe opowiadanie! :)
~ pozdrawiam Hiraku :*

ps. Będę z całego serca starać się czytać i komentować wasze blogi moi drodzy, proszę o zrozumienie, jeżeli trochę to potrwa. :P

sobota, 19 października 2013

Rozdział 10

Cześć! Ech mam dzisiaj nieciekawy humor (to przez ta piosenkę- Call me maybe, leci w tv, a ja nie wiem gdzie jest pilot -.-), w każdym razie oto i jest ROZDZIAŁ 10! :D
Dedykuję go wszystkim czytającym. Dziękuję za komentarze, podawanie w nim swoich propozycji i pomysłów. :D
Chciałabym bardzo pozdrowić Onee-san, Sines, a także Chiyo, której dziękuję z całego serca, za wykonanie rysunku Chi! :)
 A teraz zapraszam wszystkich do czytania!
<3

W końcu nadszedł ten upragniony dzień, a mianowicie dzień imprezy u kuzyna Sasuke! Nareszcie będę mogła odpocząć od problemów (Sasoriego oraz szurniętej pani dyrektor) i skupić się na zabawie.
Z wielkim uśmiechem na twarzy przemierzałam wraz z Sakurą ulice Konohy, udając do domu Hinaty aby się przygotować. Słońce przepięknie świeciło, a wiatr przyjemnie czesał nasze włosy. Kurczę, nawet śpiew ptaków wcale mi  nie przeszkadzał. Taaa.. jestem pewna, że nic  nie zepsuje mi tej soboty!
-A ty co się cieszysz, jak głupi do sera?- do rzeczywistości przywołała mnie złośliwe pytanie Sakury. W przeciwieństwie do mnie nie skakała z podniecenia z powodu będącej coraz bliżej domówki.
-Po prostu.. cieszę się na tę imprezę!- odparłam z uśmiechem.
-Dobra, dobra... Chi jesteśmy na miejscu.
Sakura zatrzymała się przed ogromną posiadłością, wyglądem przypominającą o dziwo europejską, piękną rezydencję. Nie mówcie mi tylko, że to dom Hinaty...Naruto ty szczęściarzu, że tez we mnie nigdy nie zakochała się żadna dobra partia! Saki otworzyła spokojnie bramę wejściową, tymczasem ja nadal nie mogłam napatrzeć się na budynek.
-No wchodzisz czy nie?!- wydarła się. A tej co?! Czyżby wacuś Saska jednak jej nie zaspokoił..- Ech... i znowu się szczerzysz sama do siebie...
-Już idę...- odparłam wciąż rechocząc pod nosem.
Dotarcie do drzwi wejściowych zajęło nam sporo czasu. No ja piernicze, po co komuś taki wielki ganek? 
-W czym mogę pomóc?- usłyszałam za plecami, gdy stanęłyśmy przed drzwiami posiadłości. 
-AAA!- wrzasnęłam. 
-Och, witaj Jou!- powiedziała ze spokojem Sakura.- Przyszłyśmy odwiedzić Hinatę! 
-Faktycznie wspominała, że odwiedzą ją dzisiaj znajomi, a kim jest ta urocza dziewczyna?- zapytał przyglądając mi się. Miał na oko czterdzieści lat i nie ukrywam, nie podobało mi się jego wręcz rozbierające mnie spojrzenie..
-To Chihiro, moja przyjaciółka z dzieciństwa, niedawno przeprowadziła się tu na stałe.
-Miło mi poznać, nazywam się Jou i jestem tu ochroniarzem. Muszę przyznać, że przyjaciółki Hinaty są coraz piękniejsze!- uznał  z uśmiechem, ukazując rząd w białych zębów.  
-D-dzięki.- odparłam. Po chwili udałyśmy się do środka. W holu, chodź śmiało można by go nazwać długim korytarzem, znajdowały się ogromne, kręcone schody. Ściany pokryte jasną, wzorzystą tapetą, kontrastowały z prawie czarną podłogą. Gdzie nie gdzie wisiały piękne obrazy, będące pewnie w cenie mieszkania mojej babci, albo i całej kamienicy, w której mieszkałyśmy.
-Witamy serdecznie w rezydencji państwa Hyuga!- przywitał nas lokaj. Był dużo starszy od ochroniarza i w  przeciwieństwie do niego nie miał tego zboczonego spojrzenia.
-Dzień dobry panie Abe, czy Hinata jest u siebie?- zapytała Sakura. Hmm chyba często tu bywała skoro znała personel. Mężczyzna w odpowiedzi machnął potwierdzająco głową. Wchodząc na górę, wciąż nie mogłam się nadziwić wyglądem tego domu. Był piękny, widać, że urządził go świetny dekorator, może nawet był artystą tak jak Dei. Ta... Deidara, ciekawe co u niego. Nie odzywał się cały tydzień i nie było go w szkole. Muszę się z nim zobaczyć, najlepiej jutro! Tak, napisze do niego na facebooku! 
Po chwili byłyśmy już w pokoju Hinaty. Och, jaki ona ma pokój, a może powinnam powiedzieć jaką komnatę? Ściany w lawendowym kolorze idealnie pasowały do uroczych,jasnych mebli w stylu retro. Na wprost wielkiego łóżka znajdowało się wyjście na balkon. Jeszcze przez jakiś czas rozglądałam się po jej pokoju, gdy nagle zauważyłam...
-Ołtarzyk? Zrobiłaś Naruto ołtarzyk?!- zapytałam zaskoczona. Cóż.. to trochę dziwne, ale na swój sposób słodkie.
-J-ja, ten..no, to tylko pare zdjęć...
-I kilkanaście wyciętych serduszek...- ciągnęła Sakura.
-I jeszcze kilka bukietów kwiatów!- mruknęłam pod nosem, ale widząc smutny wzrok Hinaty od razu przystopowałam.- Ech.. skoro ci się tak podoba to dlaczego się z nim nie umówisz?- na moje pytanie od razu poczerwieniała na twarzy. Biedulka.
-Właśnie, a ta impreza jest dobra okazją żeby się do niego zbliżyć Hyuga!- stwierdziła Saki. 
-J-a...
-Dlatego zrobimy cię dzisiaj na bóstwo moja droga!- wykrzyknęłam, zagrzewając dziewczyny do przygotowań. Nie minęło pół godziny, a w pokoju zjawiła się Tenten z Ino i torbą ciuchów.
Przygotowania do imprezy zajęły nam dobre trzy godziny, nie licząc wyganiania z pokoju Nejiego. Ten to ma nasrane w głowie, przez cały czas próbował nas podglądać!
Spojrzałam w lustro. Kurcze, dawno nie wyglądałam tak dobrze! Czarna, zwiewna bluzka idealnie pasowała do długich dżinsowych rurek. W przeciwieństwie do dziewczyn odpuściłam sobie wciskanie się w sukienkę. Nie czułabym się w niej komfortowo.
-Halo? Tak jesteśmy gotowe, cześć. Sasuke jest już na dole, czeka na nas z Naruto.- oznajmiła pakując telefon do małej torebeczki.
Po ponownym przyglądnięciu się w lustrze, zeszłyśmy na dół. Na zewnątrz chłopaki gawędzili ze zboczonym ochroniarzem. Musiał opowiedzieć im coś naprawdę zboczonego, bo oboje strasznie poczerwienieli.
-Dlatego właśnie zawsze mam przy sobie gumki.- stwierdził kończąc rozmowę.- No proszę, dziewczyny wyglądacie świetnie.- uznał lustrując nas z góry do dołu.
-Wow!- krzyknął Naruto.- Ale jesteście piękne!
Sasuke tylko lekko uśmiechnął się do Sakury. Coś czuję, że sypialnia jego kuzyna będzie dzisiaj w użytku.
Po chwili ruszyliśmy. Cała droga zajęła nam sporo czasu, bo jak się okazało Tobi mieszkał w samym centrum Konohy. Nie powiem trochę się zmęczyłam, ale i tak nadal byłam strasznie podekscytowana! Wreszcie trochę się rozluźnię, poznam ciekawych ludzi. Podeszliśmy do jednej z nowoczesnych kamienic. Robiła naprawdę duże wrażenie. Gdy weszliśmy do środka korytarza, wciąż nie słyszałam żadnej muzyki. Dziwne było już po dziewiątej, a impreza zaczynała się o dwudziestej.
Weszliśmy do windy, a Sasuke wybrał ostatnie piętro. Jechaliśmy chwilkę, a po wyjściu dotarły do mnie pierwsze dźwięki muzyki...trochę innej niż się spodziewałam (podkład).
Udaliśmy się do drzwi mieszkania.
-Zadzwonię do Tobiego, w tym hałasie na pewno nie usłyszy dzwonka.- uznał i wyciągnął telefon.- Tobi....tak otwórz.
Nagle drzwi otworzyły się, a dźwięk piosenki stał się dziesięć razy głośniejszy.
-Sieeeema Sasek!!!- wydarł się jakiś chłopak z pomarańczową torbą na twarzy!- Kurwa ale tu ciemno...
-Masz torbę na głowie, idioto.- odparł Uchiha gwałtownie ściągając chłopakowi worek z głowy. Czarnowłosy zamrugał kilka razy i się uśmiechnął.
-Faktycznie...o kurwa, ale laseczki!- wydarł się spoglądając na nas.- To znaczy... witam piękne panie! Jestem Obito, ale mówcie mi Tobi.- przedstawił się i ucałował każdą z nas w rękę. Chyba był trochę piany, ewentualnie czegoś się naćpał, bo próbował pocałować także Naruto. Nie czekając dłużej weszliśmy do środka. Mieszkanie było naprawdę świetne! Nowoczesne, duże i przepełnione mnóstwem tańczących osób. Popatrzyłam na miny moich towarzyszy. Tylko Tenten i Naruto ukazywali podekscytowanie. Sasuke i Sakura patrzyli na siebie zmysłowym wzrokiem, Hinata jak zawsze była zawstydzona, a Ino już rozglądała się za jakimiś przystojniakami.
-Ej! Chodźcie przedstawię was moim znajomym!- zaproponował Obito, prowadząc nas do kolejnego pomieszczenia. Na środku pokoju stała wielka kanapa zajęta przez jakieś lalunie, był też bilard,a na ścianie wisiała wielka plazma, na której grał jakiś niebiesko włosy chłopak.
-Kisame, rybciu ty moja, chodź się przywitać!- zawołał Tobi. Niebiesko włosy rzucił kontroler i przerwał grę.
-Tobi frajerze, ile razy mam ci powtarzać żebyś tak mnie nie nazywał?- warknął zbliżając się do nas. Nie powiem, jego wygląd mnie przerażał. Miał bladą skórę, malutkie czarne oczy, a jego wielkie zęby wyglądały na strasznie ostre!
-Oj nie gniewaj się rybciu..
-Ech, przyrzekam, że kiedyś dostaniesz ode mnie po mordzie...ej czy to nie Sasuke?- zwrócił się nagle do Saska.- Kurde, chłopie Itachi nie mówił, że przyjdziesz! Strasznie długo się nie widzieliśmy!- krzyknął, po czym przybił z nim piątkę. Zaraz po tym oficjalnie się nam przedstawił i zaproponował drinka. Zgodziliśmy się bez dwóch zdań. Przy małym barku stał jakiś ciemnoskóry facet, o niezwykle zielonych oczach. Zażądał od nas pieniędzy, w zamian za zrobienie napojów.
-Dawać te jeny, bo inaczej nici z drinków!- warknął, na co zaśmiał się Kisame.
-Ta sknera to Kakazu.- przedstawił go  Tobi.- Chłopie, to moja impreza, a ty chcesz ode mnie pieniędzy?
-Jestem tu barmanem idioto, masz mi za to płacić!- krzyknął brunet.
-Okej, spokojnie, rozliczymy się jutro, a teraz daj te drinki.- zaproponował Obito.
-Nie ma mowy! Nie nabierzesz mnie jak Hidan! Wisi mi już trzysta jenów!!!- warknął, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Jaki kurwa Hidan?!
-Aleeee impreeeza! Ma ktoś jeszcze trochę fety do wciągnięcia?- wszyscy skierowali wzrok w stronę drzwi. Stał w nich ten popierdolony zboczeniec. Tak właśnie- Hidan!
-A ten co tu robi?!- zapytałam jakby sama siebie, gdy niespodziewanie zza jego pleców pojawił się narąbany liderek Akatsuki. Oboje kierowali się w stronę baru.
-Ja ci dam fetę!- warknął Kakazu, wyskakując zza baru, po czym rzucił się z pięściami na siwego. Już go polubiłam.- Oddawaj forsę!
-Walka!- krzyknął Tobi i skoczył na szarpiących się chłopaków, wywracając ich. Ku mojemu zdziwieniu, do "zabawy" przyłączył się także Pein i Kisame.
-Co wy wyprawiacie?!- zapytał  nagle Itachi, wbiegając do pokoju. Zaraz za nim wbiegł... SASORI!
-Nie no, to są chyba jakieś jaja!- mruknęłam pod nosem. Co ten rudy kapuś tutaj robi?! I skąd  W głośnikach zabrzmiała jakaś stara piosenka (podkład 2), która budziła jeszcze większe napięcie. Sasori zaczął się rozglądać i chyba mnie zobaczył, bo nagle jego twarz przybrała wściekły wyraz.
-A ty co tutaj robisz?!- krzyknął wskazując na mnie palcem.
-To chyba ja powinnam zadać ci to pytanie!- odparłam równie głośno wymieniając z nim złowrogie spojrzenia.
-Skąd wy się znacie?- zapytał Tobi przygnieciony ciałem Kisame i Peina.
Ani ja, ani Sasori nie opowiedzieliśmy mu na to pytanie, gdyż wciąż mierzyliśmy się wściekłym wzrokiem.
Godzinę później

Siedziałam na kanapie obok Naruto i Hinaty. W powietrzu można było wyczuć złą energię. Nie wiem czy było to spowodowane moją narastającą złością, czy też zawstydzeniem Hinaty, w każdym razie czuliśmy się niekomfortowo. Sasuke i Sakura, chyba naprawdę poszli się kochać, bo zniknęli bez śladu, natomiast Ino i Tenten podrywały studentów nieco dalej od nas. Nagle przypomniało mi się, jak jeszcze dzisiaj po południu uważałam, że nic i nikt nie może zepsuć mi tego dnia, jednak myliłam się... Zrujnował go rudy przygłup. 

Spoglądałem na tą idiotkę już od ponad godziny. Czułem jak robi mi się niedobrze. Na cholerę ona tu przyszła? Ech chyba powinienem poinformować o tym Deia. Niech wie, że kiedy on leży chory w łóżku, ta bawi się w najlepsze. 
Udałem się do łazienki, gdyż w salonie był za duży huk. 

-Tato, daj mi już spokój-un!- warknąłem gdy ten przyszedł rozczesać moje włosy. Fakt, nie czesałem ich od tygodnia, ale to już chyba nie jego sprawa.
-Ale Dei...
-Wyjdź!- krzyknąłem, wskazując palcem drzwi. Ojciec zrobił minę zbitego psa, po czym wyszedł z mojego pokoju! Nareszcie, sam-un! Wreszcie mogłem odpocząć od nadopiekuńczego tatusia, a co najważniejsze od matki, która zabroniła iść mi na imprezę do Tobiego-un! Świruska-un!
-Halo?- zapytałem odbierając telefon.- Co jest Sasori...kto tam jest?! Tak już idę!- krzyknąłem rozłączając się. Byłem w szoku. Chi przyszła na imprezę do Uchihy, a mnie na niej nie ma! O nie, wreszcie mam okazję się z nią spotkać i nie zmarnuję jej, tylko jak mam wyjść z domu-un?
Rozglądnąłem się i nagle przyszedł mi do głowy świetny pomysł. Wyjdę oknem, ale cóż... na początku chyba się uczeszę-un.

No i załatwione, zaraz będzie tu Dei. Mam nadzieję, że zabierze ją z tej imprezy...o.O
-Hidan, a ty co tutaj robisz?- zapytałem, siwowłosego. Nie mam pojęcia skąd się tutaj wziął, ale to trochę nie na miejscy, żeby wchodzić do zajętej toalety.
-Eri... byłaś moją pierwszą miłością, tym razem nie pozwolę ci ode mnie odejść!- krzyknął, zbliżając się do mnie. Po drodze wywrócił ręcznik i kilka innych rzeczy, ale kurwa mniejsza o to.... co on chce mi zrobić?!
-Hidan jesteś piany i naćpany, daj mi spokój to ja Sasori!- wydarłem się. Niestety nie pomogło. Hidan chwycił mnie za nadgarstki i przycisnął do ściany.- Kurwa, ty popierdolona siwa łepetyno, zostaw mnie!
-Och Eri... zostanę z tobą już na zawsze!- wyznał i zbliżył niebezpiecznie swoją twarz do mojej.
-Kurwa pojebie, nie....- załkałem, a on wpił się w moje usta i włożył mi rękę pod koszulkę. Niech ktoś mnie obudzi z tego koszmaru!!
-Puść go zboczeńcu!- usłyszałem i nagle przestałem czuć ciężar ciała Hidana. Otworzył oczy i zobaczyłam jak Chihiro wyrzuciła go za drzwi łazienki. Oddychała szybko i nie równomiernie, poprawiając przy tym rękawy bluzki. Nie mogłem w to uwierzyć, moim wybawieniem okazała się ta kretynka!
-Nic ci nie jest?- zapytała, a ja spojrzałem na nią ze zdziwieniem.- Mam nadzieję, że nic ci nie zrobił, chociaż sądząc po twojej minie, chyba jesteś niezadowolony, że wam przerwałam.- uznała śmiejąc się i  tym samym mnie irytując.
-Ty...- warknąłem i już miałem rzucić się jej do gardła, gdy nagle potknąłem się o ręcznik i wywróciłem się na nią. Wypadliśmy z hukiem z łazienki zwracając na siebie uwagę innych. Świetnie, jeszcze tego mi brakowało, żeby inni snuli wobec mnie i tej małej jakieś plotki.
-Co..co wy robicie-un?!- usłyszałem nagle, a gdy podniosłem głowę ujrzałem Deidarę. Chwila... dlaczego jest cały w liściach?

-Deidara?!- wrzasnęłam natychmiastowo się podnosząc i zrzucając z siebie tego osła.- Wiem, że jednoznacznie to wygląda, ale..- nie dał mi dokończyć tylko wybiegł z pomieszczenia. Nie czekając dłużej, udałam się za nim na korytarz.- Zaczekaj!
Nie zatrzymał  się i zbiegł na dół po schodach. Zajebiście, ratuję swojego największego wroga i co dostaję w nagrodę?! Przyrzekam, że ostatni raz pomogłam komuś kogo nie lubię!
Wybiegliśmy z budynku i na całe szczęście zdążyłam dogonić blondyna.
-Proszę cię daj mi to wyjaśnić!- krzyknęłam. Dei na szczęście się zatrzymał.
-Gówno mnie obchodzą twoje wyjaśnienia! Wiem już wszystko, obmacywałaś się w kiblu z moim najlepszym przyjacielem! Jestem idiotą, że zakochałem się w takiej manipulantce jak ty... Dlaczego to zrobiłaś i dlaczego z Sasorim?! Dowiedziałaś się o zakładzie i chciałaś się zemścić- un?!
-Ja-jakim zakładzie?!- wykrzyknęłam powstrzymując łzy.
-Nie udawaj, że nie wiesz! Nie powinienem cię oszukiwać, ale to co teraz zrobiłaś przekroczyło wszystkie granice! Nie cierpię cię-un!- warknął i odwrócił się do mnie plecami. Nie wiedziałam co zrobić. O co chodziło mu z tym zakładem i dlaczego miałabym się na nim zemścić? 
-Gdzie on jest?- zapytał nagle Sasori.
-Nie wiem!- krzyknęłam. Tym razem pozwoliłam popłynąć moim łzom.- O co chodzi z tym zakładem?- warknęłam. Sasori spojrzał na mnie z przerażeniem, po czym odwrócił wzrok.- Mów!!
- Deidara...on założył się z Hidanem...ja, ja nie mogę ci powiedzieć, nie zasługujesz na to!- krzyknął i tak jak Dei, zostawił mnie samą. Nie mogłam w to uwierzyć. Jak on mógł się założyć z Hidanem, Nie wiedziałam w prawdzie o co chodzi, ale to nic dobrego, skoro brał w tym udział ten zbok.
Po chwili udałam się do domu. Miałam dosyć tego dnia!






piątek, 11 października 2013

Rozdział 9

Witam po dość długiej nieobecności! :)
Wreszcie znalazłam czas na napisanie kolejnego rozdziału (musiałam iść na wagary, chyba czeka mnie kolejna kara -.-)!!
Mam nadzieję, że się Wam spodoba i zapraszam do czytania! :D
Do poniedziałku powinnam nadrobić czytanie Waszych blogów. Wybaczcie, ale miałam (i mam, ale w dupie to bo kurczę, ciekawi mnie co tam u Was słychać xd) dużo nauki i nie miałam na to czasu.
Zapraszam i oby spodobał się Wam ten  krótki rozdział! :D


-Od samego początku sprawiasz same problemy Kataneki!- krzyknęła dyrektor Tsunade. Sasori siedział na fotelu obok mnie przysłuchując się jej słowom z cwaniackim uśmieszkiem. Taaa... uzyskał swój cel- wpakował mnie w kłopoty! Gdy tylko ''grzecznie'' oznajmiłam mu, że nie napisałam tysiąca zdań nie zamienił ze mną nawet słowa. Od razu poszedł poskarżyć się Tsunade. Durny kabel!- Twoje oceny są znakomite, ale zachowujesz się skandalicznie! Nie stosujesz się do określonych zasad, pyskujesz, a w dodatku jesteś agresywna i nie panujesz nad sobą! Ech, jeśli tak dalej pójdzie... zawieszę cię!
-Ale...- wrzasnęłam szukając w głowie argumentów ratujących mnie z tej sytuacji. Niestety nie wymyśliłam niczego z wyjątkiem epitetów opisujących sadysty Sasoriego.
-Żadnych ale! Swoją kozę kończysz za półtora tygodnia, nie będę ci jej przedłużać, ale radzę ci wziąć moje słowa do serca, bo inaczej wiesz co się stanie.- oparła. Spojrzałam na Akasunę. Wyglądał na zadowolonego z siebie. Lepiej niech ktoś mnie trzyma, bo zaraz zedrę mu ten dumny wyraz twarzy!- Dobrze to już chyba wszystko możecie iść i... pamiętaj Kataneki mam cię na oku.- ostrzegła mnie wskazując palcami na swoje oczy. 

-Tato, daj mi już spokój z tym rosołem-un.- powiedziałem chrypliwym głosem. Ojczulek próbował wcisnąć mi już piątą miskę okropnego wywaru. 
-Dei, nie rób fochów tylko jedz! Nie widzisz, że rosołek ci służy? Możesz już mówić! A teraz otwórz buzię aaaaa..(bez skojarzeń xD).
Niespodziewanie ktoś zadzwonił do ojca tym samym ratując mnie od kolejnej łyżki tego świństwa. 
Gdy tatulek wyszedł z pokoju wstałem i jak najszybciej wylałem zupę do kwiatka. Wybacz roślinko-un. Szczerze mówiąc miałem dosyć ojca, matki, zatkanego nosa, śmierdzącej pościeli, a przede wszystkim ojcowego rosołku! Ja chcę już do szkoły-un!! Nigdy nie lubiłem chorować. Wolałem pisać sprawdzian na każdej lekcji niż siedzieć w tym wariatkowie, potocznie zwanym domem państwa Douhito-un! W dodatku cały czas myślałem o Chihiro. Chłopaki mieli chyba rację...ona naprawdę mi się podoba. Ale zaraz, zaraz, przecież mam zakład do wygrania! Nie mogę o niej myśleć na poważnie..pff to pewnie tylko chwilowe zauroczenie. Mam nadzieję-un. 
-O Deidaruś! Zjadłeś już cały rosołek, świetnie! Przyniosę ci jeszcze kotleciki sojowe, które tak uwielbiasz!- NIEEEEE-UNNNNN!

-Mówiłem żebyś lepiej napisała mi te zdania.- usłyszałam. Nie mówcie mi tylko, że to..
-Możesz za mną nie łazić Sasori..a raczej kablu!- powiedziałam, na co się zaśmiał. Głupi frajer!
-Nie schlebiaj sobie, tak się składa, że idę tędy do domu.
-No to.....nie zagaduj mnie, bo... pożałujesz!- krzyknęłam zaciskając mu pięść przed oczami i przyspieszyłam kroku. Przez tego idiotę musiałam wrócić okrężną drogą!

Żałosna...naprawdę nie wiedziałem co Deidara widzi w tej... dziewczynie. Jest irytująca, spóźnialska, wredna i czy wspominałem już, że doprowadza mnie do szału? W dodatku nie grzeszy intelektem, pff o urodzie już nie wspomnę. Ech, ale czego mogłem spodziewać się po guście Deia. Dziewczyny, które sobie wybiera są tak samo denne jak jego sztuka. Chyba muszę z nim porozmawiać, bo naprawdę nie wiem co gorsze- jego artyzm czy ta ''dziewczyna''

-Tak, już nie może doczekać się twojego przyjazdu, czekaj chyba właśnie wróciła..Chihiro, Osamu dzwoni!- oznajmiła babcia, a mój zły humor niespodziewanie zniknął. Niczym polujący lew rzuciłam się na telefon odbierając go babuni.
-OSAMU!- krzyknęłam do słuchawki. W odpowiedzi usłyszałam jak mój ukochany kuzyn wykrzyknął dumnie moje imię. Dawno nie byłam tak szczęśliwa rozmawiając z kimś przez telefon. Z całą pewnością mogłam nazwać kuzyna moim najlepszym przyjacielem. W dzieciństwie bardzo się z nim zżyłam i szczerze mówiąc do dzisiaj uważam go za brata. W prawdzie przez ostatni czas nie mieliśmy ze sobą kontaktu, ale osoby takie jak on nigdy się nie zmienią. Zawsze był pogodny, zabawny i z ciekawością słuchał moich opowieści, mimo tego, że jest ode mnie trochę starszy. Po godzinnej rozmowie, opowiedziałam mu o szkole, starych jaki i nowych przyjaciołach o Deiu. Nie zapomniałam także o Sasorim. Cóż.. jego zachowanie wobec mnie nie za bardzo spodobało się mojemu kuzynowi.
-Ech, spokojnie Osamu, dam sobie radę...tak, tak pamiętam ciosy, których mnie nauczyłeś...hahaha w porządku, pozdrów ciocię, cześć!- odparłam kończąc z nim rozmowę.- Babciuuu idę do siebi..- nagle przerwał mi dzwonek. Otworzyłam drzwi, a w nich ujrzałam szeroko uśmiechniętą Sakurę.
-Saki, nie mówiłaś, że wpadniesz, ale wchodź.- nie odpowiedziała mi tylko minęła mnie chichocząc pod nosem.
-Dzień dobry pani Riso, ach czy świat nie jest piękny!- krzyknęła obejmując moją babcię. W prawdzie nie wyczułam od niej alkoholu, ale czyżby była piana? o.O
-Oj Sakurciu oczywiście, że jest!
-Emm Sakura, chodźmy może do mnie.- zaproponowałam i pociągnęłam ja za rękę, prosto do mojego pokoju. Od razu rzuciła się na łóżko cicho wzduchając.
-Ach Chi... miłość to takie piękne uczucie!- wrzasnęła machając przy tym nogami.
-Sakura, piłaś coś?
-Och przestań i chodź tu!- rozkazała namiętnym głosem. Kurczę trochę się jej boję. o.O- Nie patrz tak na mnie, nie jestem przecież lesbijką muszę ci coś powiedzieć!- ufff.
-Hmm w takim razie, czyżby chodziło o Sasuke?- w odpowiedzi jej policzki zarumieniły się. Nagle spoważniała i odchrząknęła jakby miała zaraz wygłosić jakąś ważną przemowę.
-Chi... zrobiliśmy TO!- powiedziała, a ja nie wierzyłam własnym uszom!
-''TO'' to znaczy..
-Uprawiałam miłość z Sasuke!- spojrzałam na nią z nie dowierzaniem. Przed oczami widziałam, jak jako jeszcze małe dzieci ja, Sakura, Sasuke i Naruto bawimy się razem na podwórku. Teraz jesteśmy już prawie dorośli i najwyraźniej niektórzy z nas są już aktywni seksualnie!- Chi.. powiedz coś.-
-No cóż zamurowało mnie... ale jeżeli jesteś szczęśliwa to ja też.- odarłam. Trochę trudno było mi uwierzyć, że naprawdę ''TO'' zrobili, ale Sakura faktycznie coraz częściej wspominała o seksie. Oczywiście nie przy Hinacie, która gdy tylko usłyszała coś na ten temat od razu mdlała. Taaa chyba każdy wie o czym fantazjowała.- Dobra, mów lepiej jak to było! Zaplanowaliście to czy sami się tego nie spodziewaliście?!
-Cóż,od dawna rozmawialiśmy z Sasuke o seksie, o tym, że chcielibyśmy to zrobić. Wczoraj powiedział mi, że jego brat gdzieś jedzie i wróci późno, więc poszliśmy do niego po szkole i... stało się!- obydwie pisnęłyśmy.- Było tak romantycznie i Sasuke był taki delikatny, zmysłowy.
-A jego zaopatrzenie, no wiesz długiego ma węża?- na moje wścibskie pytanie obydwie zachichotałyśmy.
-Emm czy to ważne.- po jej minie było widać wszystko... Sasuke Uchiha miał małego.- W każdym razie było wspaniale, bolało, ale wiesz to był taki inny ból... taki przyjemny.- uznała, a z kąta jej ust poleciał strumyk śliny.
-Nie śliń mi tu na poduszkę ech.- westchnęłam i potrząsnęłam nią żeby wróciła do rzeczywistości.
-No Chi, a ty uprawiałaś już seks?- zapytała, a ja poczułam jak robi mi się gorąco.
-Stuprocentowa ze mnie dziewica.- odparłam z wypiekami na twarzy.
-Hmm na pewno niczego przede mną nie ukrywasz?- zapytała wbijając swój wzrok we mnie.
-Na pewno!- wrzasnęła. Mówiłam przecież prawdę, tylko jeszcze nikt nigdy nie zadał mi takiego pytania.
-Niech ci będzie, wierzę ci. A zrobiłabyś to z dajmy na to Deidarą?- rzuciłam jej w odpowiedzi mrożące w żyłach spojrzenie, na co wybuchła śmiechem.- To chyba znaczy hmm... tak! Hah...a co powiesz na szybki numerek z..zresztą nieważne.
-Jak już zaczęłaś to skończ Haruno!- uznałam, he pewnie zaproponuje mi Lee, albo Kibę.
-Z Sasorim Akasuną!- o.O
-Ostatnio dosyć często robisz tę minę Chi.- w głowie pojawił mi się obraz pół nagiego Sasoriego leżącego na łóżku z płatkami róż. Spoglądał na mnie i zachęcał palcem abym przyszła. Nie myśląc dłużej zaczęłam machać głową w nadziei, że obraz tego dziwnie zbyt atrakcyjnego idioty zniknie z mojej wyobraźni.
-Uff udało mi się.- szepnęłam do siebie, a Sakura patrzyła na mnie jak na idiotkę.
-Przemilczę to.- uznała- Chi mam do ciebie prośbę, nie mów nikomu o naszej dzisiejszej rozmowie.
-Oczywiście! Nikt się o tym nie dowie!- wrzasnęłam.
Po około godzinie Sakura wróciła do siebie, a ja wzięłam ciepłą kąpiel. Tym razem nie wsypałam soli z suszonymi płatkami róż. Od dzisiaj źle mi się kojarzą!






niedziela, 29 września 2013

WAŻNE!

Kochani czytelnicy!
Z przykrością ogłaszam, że nastąpi małe opóźnienie z dodaniem kolejnego rozdziału! ;(
We wtorek mam ważny sprawdzian z matematyki, nie wspominając o kartkówkach z piątku i środy! 
Muszę się trochę pouczyć, ale obiecuję, że w następnym tygodniu pojawi się kolejny rozdział. Wtedy też nadrobię czytanie waszych blogów!
Aaa, zapomniałabym, w zakładce bohaterów pojawiła się nowa postać. :D
No, wracam do książek, życzcie mi powodzenia! :)
-Wasza Hiraku! :*


sobota, 14 września 2013

Rozdział 8


-Ach! Jak ja go nienawidzę! To jakiś szaleniec, kazał mi napisać pięćset zdań! Rozumiesz PIĘĆSET zdań!!!- rozmawiałam przez telefon, pisząc przy tym zdania, które zadał mi Sasori.
-Ech, Chi...wrzeszczysz o tym od godziny...- odpowiedziała leniwie Ino.
-Nie mów mi, że minęło już tyle czasu! Nie jestem nawet w połowie pisania! To mi zajmie cały dzień, a może jeszcze dłużej!
-Chętnie posłuchałabym jeszcze twojego użalania się nad sobą, ale zajmijmy się teraz mną. Nie zgadniesz z kim się umówiłam!- zaczęła podekscytowana, a ja plasnęłam się w czoło. Z Ino jednak można było podyskutować tylko o chłopakach.-Z Utakatą! Tym szatynem z klasy muzycznej! Ajj! Jestem taka szczęśliwa.
-Ta.. super.. Ino mam przed sobą jeszcze  sporo pracy, pogadamy o tym jutro, cześć!- odpowiedziałam rozłączając się. Zerknęłam na telefon. Coś kusiło mnie, aby zadzwonić do Deia. Nie widziałam go dzisiaj w szkole, może coś mu się stało, albo.. chwileczkę Chihiro! Skup się masz do napisania jeszcze czterysta długich zdań! Ech... ale ja naprawdę chcę do niego zadzwonić, ale nie, nie! Muszę się skoncentrować, inaczej nigdy tego nie skończę!


-Dzień dobry.- przywitałem się z ojcem Deidary. Współczuję mu mieć takiego...tatę. Co mu przyszło do głowy, żeby chodzić w fartuchu? W dodatku wyglądał jak kobieta. Taaa, od razu wiadomo w kogo wdał się Dei. 
-Och Sasori! Witaj, Deidaruś leży u siebie w pokoju. Jest chory, ma zapalenie oskrzeli!
-Yhym..- mruknąłem kierując się do pokoju blondasa.- E, a ty gdzie jesteś?- zapytałem rozglądając się po pokoju, w poszukiwaniu Douhito. 
-T-tuuuuutu.- charczenie było słychać w pobliżu łóżka. Nie czekając dłużej podszedłem do niego, zdejmując kołdrę. Przeraziłem się. Ujrzałem coś paskudnego i obleśnego- chorego Deidarę. 
-Sssa...so-o.- syknął z trudem. Wyglądał paskudnie. Miał przekrwione, podkrążone oczy, rozwaloną fryzurę, a z nosa zwisał mu długi glut. Fuj.
-Ja pierdole, wyglądasz okropnie i jeszcze ten zapach, blee!- skomentowałem, na co zrobił obrażoną minę. Gdy przeszedł mu foch, próbował wypytać mnie o Chihiro. Niestety nie zrozumiałem ani słowa z tych jego jęków, więc zaproponowałem mu aby napisał mi co chce powiedzieć. Po godzinie poszukiwań zeszytu, w końcu udało mi się go znaleźć. Dei cały czas wypytywał o Chihiro. Gdy dowiedział się o zadanej przeze mnie pracy, aż poczerwieniał ze złości.
-Nie rozumiem dlaczego się złościsz! Należało jej się. Jest wredna, głośna, i rytująca i w dodatku się spóźnia! Chwila, może ona ci się podoba, co?- po moich słowach, od razu zaczął pisać swoją odpowiedź.
-" Wcale mi się nie podoba! Po prostu ją polubiłem i ona taka nie jest, ale nie ważne. Jak dla mnie przesadzasz popierdolcu! Miałeś ja pilnować, a nie katować! Masz odwołać tą karę!!!!!!!!"
-Uuu, czyżbyś jej bronił?- w odpowiedzi rzucił we mnie zeszytem. Chybił ... ciota.- Cóż i tak nie odwołam kary. Ta dziewczyna jest strasznie nieposłuszna i w dodatku pyskuje. Jeszcze mi kiedyś podziękujesz, a teraz zmywam się. Mam coś jeszcze do zrobienia, na razie. - odprałem wychodząc. Douhito pokazał mi fakera, a ja zanim wyszedłem odpowiedziałem mu uśmieszkiem, który zawsze wyprowadza go z równowagi.

Ja pierdole- un! Jak ten jego uśmieszek mnie wkurwia! Wygląda wtedy jakby pozjadał wszystkie rozumy.. kretyn. A poza tym nie rozumiem, dlaczego traktuje tak Chi. Nie zrobiła mu przecież nic złego, co za idiota-un. Chwila... dlaczego przez cały czas o niej myślę! Powinienem skupić się na sobie i swojej sztuce. Tak, to na pewno mnie odpręży. Gdybym tylko mógł wstać.. ech. Świetnie, nie mam siły-un. Życie jest w chuj popieprzone! Nie dość, że najprawdopodobniej nie pójdę na imprezę Tobiego, to jeszcze nie mogę wstać z tego porąbanego łóżka! Zajebiście-un!

Następny dzień, wtorek. 
Przed ostatnia lekcja- WF z profesorem Gaiem.

-Kateneki obudź się!Odbij to.. UWAŻAJ!!- nagle poczułam ogromny ból. Straciłam poczucie rzeczywistości. Kurwa chyba zemdlałam. Musiałam dostać piłka w głowę, kiedy ucięłam sobie drzemkę na wuefie. A to wszystko przez tego oprawcę- Sasoriego. Przez całą noc pisałam te  cholerne pięćset zdań!
- Łaaaa! Nie, ona nie żyje!!!- usłyszałam głos prawdopodobnie Naruto.
-Odsuńcie się wszyscy! Czas wykorzystać moją ratowniczą wiedzę! Pora na usta-usta!!!-  ten ton rozpoznałam od razu. Należał do profesora Gaia!
-Nic mi nie jest!- wrzasnęłam jak oparzona. Trzeba przyznać, że propozycja tego dziwaka od razu przywróciła mnie do życia.
- Ha, i to się nazywa siła młodości! Chihiro, mam nadzieję, że wrócisz do gry.
-Yyy, ja...
-Świetnie! Drodzy uczniowie, bierzcie przykład ze swojej koleżanki! Spójrzcie tylko ile ma w sobie energii!- wykrzyknął wskazując na mnie palcem. Szczerze mówiąc, nie czułam się tak jak sądził nauczyciel.- Pomimo wypadku, nie ma zamiaru zejść z boiska! W nagrodę, wspólnie z resztą klasy zrobimy pięćdziesiąt przysiadów!- c-co?!!! o.O
-Profesorze, może by tak jeszcze sto, Chihiro zaraziła mnie swoją energią!- ogłosił Lee, a cała klasa spiorunowała go wzrokiem.
-Lee, to świetny pomysł! Za twoja wspaniałomyślność zróbmy kolejne sto!
-Wow,. czyli aż trzysta pięćdziesiąt?!- nie no, co ten Brewka ma z matematyki?!
- Hmm w sumie wydawało mi się, że to będzie dwieście pięćdziesiąt, ale skoro chcecie więcej dobrze! Poczujmy energię młodości, JEDEN, DWA, TRZY...
I tak oto cała nasza klasa została pogrążona przez matematyczne umiejętności brewki. Ech, nie chciałabym być teraz w jego skórze. 


Przerwa przed ostatnią lekcją

-Jestem wykończona!- krzyknęła Sakura opierając się o ścianę. 
-Ten Gai jest nienormalny, zresztą Brewce też niczego nie brakuje!- uznała Tenten. Zgodziłam się w nią w stu procentach. 
-M-myślcie pozytywnie dziewczyny, jeszcze tylko j-jedna lekcja i wracamy do d-domu.- oznajmiła nieśmiało Hinata. 
-Mów za siebie! Mnie czeka jeszcze spotkanie z sadystą!- wrzasnęłam ze zrezygnowaniem. Byłam niewyspana, a w dodatku bolała mnie głowa. Dlaczego to zawsze ja muszę dostać piłką i to jeszcze po łbie?!- Jak ja go nie cierpię! Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam takiego idioty!
-Oj przestań! Za Deidarą też nie przepadłaś, a teraz... sama wiesz.- zaczęła Ino.
-Niby co?
-Podoba ci się.- stwierdziła Sakura. Chyba zwariuję, nawet ona przeciwko mnie?
-Hej dziewczyny!- zawołał Sasuke. Gdy się do nas zbliżył od razu rzucił się w ramiona Sakury, całując przy tym. Słodkie, szkoda tylko, że jakoś nie mam dzisiaj ochoty oglądać takich scen.. ech, no dajcie już spokój, coś takiego pokazuje się w filmach dla dorosłych! -.-
-Ziemia do zakochanych!! Chyba czas już skończyć!- wtrąciłam na co oboje się zaśmiali. Boże- Wybacz Chi, mam dla was wieści dziewczyny. Mój kuzyn organizuję imprezę w tą sobotę. Pozwolił mi wziąć paru znajomych, więc czujcie się zaproszone!- oznajmił. Impreza w tą sobotę? Hmm.. przyznam, że chętnie bym poszła. Dawno na żadnej nie byłam. Nagle zadzwonił dzwonek ogłaszający koniec przerwy oraz przytulanek Sakry i Sasuke. Znowu zaczęli się miziać!

Czas kary.

-Równo piętnasta.. gratuluję, tym razem się nie spóźniłaś.- ogłosił Sasori bijąc mi bravo. Westchnęłam pod nosem i udałam się na swoje miejsce. Ja pierdole, dlaczego ten idiota mi się tak przygląda? Przysięgam na Boga, że zaraz mu przywalę! 
-Ekhem, masz te zdania?- zapytał, a ja bez słowa podeszłam do biurka, rzucając mu zeszyt. Skorpion zaczął liczyć zdania. Specjalnie ich nie ponumerowałam, niech się teraz męczy hehe!
-Czterysta dziewięćdziesiąt dziewięć...
-Jakie znowu czterysta dziewięćdziesiąt dziewięć?- powtórzyłam głupio
-Napisałaś mi tylko CZTERYSTA DZIEWIĘĆDZIESIĄT ZDAŃ.- odparł uśmiechając się pod nosem.
-No to oddaj mi zeszyt, dopiszę ci ostatnie.- zaproponowałam, na co wybuch głośnym śmiechem.- Co cię tak bawi?
-Naprawdę myślisz, że ci na to pozwolę? Pf, zadanie uważam za niezaliczone, musisz je poprawić.
-Co?! Chyba śnisz!- krzyknęłam. Czułam jak złość i gniew gotują się we mnie. Co za palant!- Nie spałam całą noc, żaby napisać ci te durne zdania!
-W takim razie, będziesz pisać jeszcze jedną. Masz czas do jutra i radzę ci następnym razem numerować zdania. Wtedy się raczej nie pomylisz.
Szczerze- jeszcze nigdy nie miałam takiej wielkiej ochoty komuś przylać.
-Tyyy... i-IDIOTO! Nie mam zamiaru ci niczego pisać!!!
-Coś ty powiedziała?!
-Że niczego ci nie napiszę.. IDIOTO!


 -I po tych słowach, kazał mi napisać tysiąc zdań. Inaczej pójdzie powiedzieć o wszystkim dyrektorce.- siedziałam właśnie w domu, skarżąc się babci. Przez tego gnoja Sasoriego piję już trzecią melisę i nadal jestem zdenerwowana!- Babciu, co mam zrobić?
-Och, Iskierko nawet nie wiesz jak bardzo przypominasz mi mojego brata.
- Wujka Akirę, tego strażaka?
-Nie, nie, wujka Kenta, tego który przesadza czasem z alkoholem.- hmmm, ciekawe.- Ach, pamiętam, że jak ty miał kiedyś problem z pewnych chłopcem ze szkoły. Wyłudzał od wuja pieniądze. Z dnia na dzień były to coraz większe sumy. W końcu tak jak ty, przyszedł do mnie prosząc mnie o radę.- powiedziała, zamyślając się na chwile.- Doradziłam mu, żeby powiedział o wszystkim nauczycielom lub naszym rodzicom, jednak nie chciał mnie słuchać.
-Więc co zrobił?
- Uznałam, że skoro nie chce o tym nikomu powiedzieć, jedyne co może zrobić to sprzeciwić się koledze!- odparła z waleczną miną.- Pokazać mu, że się go nie boi i nie będzie się na nic godzić.
- I co zrobił to?
-Tak, ale chłopak złamał mu za to nos. W końcu powiedział rodzicom co się stało i przepisali wuja do innej szkoły.- ups, niefajnie.
-To chyba nie zbyt dobra rada babciu..
-Och. jak to nie! Przecież ten chłopak na pewno cię nie uderzy! Musisz mu pokazać, że nie będziesz spełniała jego zachcianek.- krzyknęła. Właściwie miała racje. Nie będę więcej słuchać tego idioty i tracić swojego cennego czasu na pisanie jakiś głupi zdań!
-Zgadzam się z tobą babciu! Dziękuję!- powiedziałam mocno ją przytulając. Miło mieć osobę, na którą zawsze można liczyć. Chciałam wrócić do swojego pokoju, ale babcia złapała moją rękę, powstrzymując mnie.
-Zapomniałam ci jeszcze czegoś powiedzieć, w niedzielę przyjeżdża Osamu. Zatrzyma się u nas na jakiś czas.
-Że co?!- nie no, to chyba jakiś żart!


Cześć!
Nareszcie udało mi się napisać 8 rozdział. Nie jest on moim ulubionym, szczerze mówiąc sądzę, że jest nieudany, chaotyczny i dialogi  wyszły mi do dupy!;/
Poza tym mam plan założenia drugiego bloga!
Nie wiem jednak czy wypali, bo mam przerażająco dużo nauki i ledwo co znajduję czas, aby zaglądnąć tutaj. ;/ Proszę więc o jakaś radę kochani!

Mam też informację dotyczącą pojawiania się rozdziałów. Będę umieszczane raz na dwa tygodnie, tak mi się przynajmniej wydaje, ale wszystko zależy od szkoły!
Poza tym, chcę podziękować za odwiedzanie mojego bloga, jak i komentarze. To strasznie motywuje, więc jeszcze raz stokrotne dzięki!
Do Werki i Hikari no: Gdy tylko będę miała troszeczkę więcej czasu, chętnie wezmę udział w grze oraz zajmę się nominacją. Jak na razie, nie mam niestety na to czasu. :((

wtorek, 3 września 2013

One Shot- ItaHina część 3 OSTATNIA

Wracamy do teraźniejszości...

Minęły już dwa miesiące od momentu kiedy choroba  Hinaty wyszła na jaw. Tenten dalej nie mogła pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Było jej równie trudno, co przyjaciółce. Musiała udawać, że wszystko jest w porządku. Synek Hinaty, który teraz u niej mieszkał, nie mógł dowiedzieć się o chorobie matki. Menma coraz rzadziej odwiedzał matkę, gdyż jej stan z dnia na dzień był coraz gorszy. 
-Za piętnaście minut ma pani kolejną chemioterapię. Oby zachowała pani spokój, nie tak jak ostatnio.- oznajmił Itachi. Poprzednim razem dziewczyna wpadła w dziwny atak paniki. Nie chciała przyjąć leków, ani kroplówki. Hyuga nie zareagowała na zaczepkę lekarza. Nie miała już siły, aby się z nim droczyć. Zmieniła się. Przestałą być pyskata i uparta, jak na początku leczenia. Chemioterapia bardzo ją osłabiła. Mimo to wciąż pragnęła jednego- chciała żyć. Lekarz zamyślił się chwilę, wciąż patrząc na pacjentkę. Chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował i ulotnił się z sali. W głębi serca, czuł, że czegoś mu brakowało i miało to związek z granatowowłosą. 


-To już pani trzecia chemioterapia, niedługo pani włosy zaczną wypadać, więc radzę je ściąć.- doradziła Ino odprowadzając chorą do pokoju. 
-Dobrze, poproszę o pomoc przyjaciółkę.- zaproponowała Hinata, powoli wchodząc do sali. 
Po wejściu od razu położyła się na łóżko. Czuła jak oblewają ją zimne poty, zaczęło jej się robić słabo. Zawsze reagowała tak na chemię, dzisiaj jednak czuła się wyjątkowo źle. Musi pozbyć się swoich długich włosów, które zawsze tak bardzo chciała mieć. W dzieciństwie rodzice kazali jej nosić krótką fryzurę, gdyż długie włosy mogły przykuć uwagę chłopców. Teraz, gdy dziewczyna mogła sobie na takie pozwolić, musiała się ich pozbyć. Po chwili, Hyuga powoli zasnęła.

Następnego ranka, Itachi przeglądał wyniki badań Hinaty. 
-"Nie jest dobrze..."- przeszło mu przez myśl. Rak nie ustępował. Dziewczyna chorowała na jeden z najgroźniejszych rodzajów raka krwi- białaczkę szpikową. Najlepszym sposobem leczenia, był przeszczep szpiku kostnego, niestety miała bardzo rzadki rodzaj krwi,co jeszcze bardziej pogarszało całą sytuację. 

-Tenten, proszę zrób to szybko.- szepnęła białooka. Gdy zobaczyła maszynkę do golenia i nożyczki, zrobiło jej się niedobrze. Po chwili poczuła jak kosmyki jej długich włosów, bezwładnie lądują na zimną podłogę. W oczach dziewczyny pojawiły się gorzkie łzy, które spłynęły po jej bladych policzkach. Tenten także się rozkleiła. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak bardzo cierpi jej najlepsza przyjaciółka. Gdy obcięła włosy na krótko, przyszedł czas na użycie maszynki. Nagle w pokoju rozległ się głośny dźwięk urządzenia. Po dziesięciu minutach było już po wszystkim. Hinata spojrzała niepewnie w dół. Na ziemi leżało pełno jej włosów. Zacisnęła pięści, po czym wstała i podeszła do lustra. Gdy się ujrzała, wybuchła płaczem. Wyglądała żałośnie. Była blada, skrajnie chuda, a w dodatku straciła swoje piękne włosy. 
-Tente, dlaczego...- zwróciła się do niej. Dziewczyna nie potrafiła odpowiedzieć jej na to pytanie. Sama zastanawiała się dlaczego te wszystkie straszne rzeczy przydarzają się Hinacie. To takie niesprawiedliwe. 
-Przepraszam...- odrzekła do szatynki.
-N-niby za co..
-Już nigdy więcej nie zadam ci takiego pytania.-powiedziała pewniejszym głosem.- Widocznie to wszystko nie dzieje się bez powodu, ale ja nie mam zamiaru się poddać. Chcę patrzeć jak mój syn dorasta i wychować go na dobrego człowieka, dlatego nie poddam się.
Tenten spojrzała na chorą przyjaciółkę. Nagle ujrzała w niej zmarłego Naruto. To on zawsze powtarzał, że nigdy nie wolno się poddać. Po chwili w pokoju pojawił się Uchiha. 
-Ja...-zaczął. Gdy zobaczył Hinatę, po raz pierwszy w życiu nie wiedział co ma powiedzieć. Widok chorego pacjenta nigdy nie robił na nim wrażenia, ale jej obraz wzbudził w nim smutek i współczucie.-...ja, ten... ma pani gości.- odparł mijając się w drzwiach z Lee i Menmą. 
- A ty co tu robisz?!- warknęła Tenten do Rocka. Zdawała sobie sprawę, że Hyuga nie chciała, aby ktokolwiek ją oglądał, a ten w dodatku przyprowadził jej dziecko.- Kretynie mówiłam ci żebyś to nie przychodził!
-Spokojnie, nic się nie stało, a poza tym stęskniłam się za swoim synkiem.- odparła Hinata podchodząc do syna. Chłopczyk przez chwilę nie poznawał mamy, gdy jednak zorientował się, że to ona od razu mocno ją przytulił. 
-Lee, musimy porozmawiać, na osobności!- wydarła się wściekle szatynka, ciągnąc narzeczonego za ucho.- Za chwilę wrócimy!
Młodej mamie nie było jednak dane nacieszyć się towarzystwem synka, gdyż w pokoju zjawił się doktor. 

-Zaraz przyjdzie pielęgniarka, zabrać panią na zastrzyk.- rzekł Itachi spoglądając na malca.- To pani syn?
-Tak, nie mógłby pan przełożyć tego zabiegu? Moja przyjaciółka gdzieś zniknęła, a nie mam z kim zostawić Menmy.- zapytała słabym głosem. 
-Nie ma takiej potrzeby, mam okienko, więc popilnuję go przez ten czas.- uznał. Hinata była w szoku, spodziewała się jakiejś niemiłej uwagi ze strony lekarza, a ten zaproponował jej pomoc. 
-Gotowa na zabieg?- powiedziała Ino uchylając drzwi pokoju. 
-Tak, synku bądź grzeczny.- odparła Hyuga, uważnie lustrując młodego doktora. 
Gdy wyszła Itachi zbliżył się do chłopca, starając się wyglądać najsympatyczniej, jak tylko potrafi. 
-Menma, tak?- zapytał, a chłopiec kiwnął potwierdzająco głową.- Masz ładne imię... bardzo oryginalne. 
-Dziękuję! Panie doktorze, dlaczego mamusia jest teraz łysa?- zadał pytanie chłopiec. Itachi uśmiechnął się z zakłopotaniem. Nie wiedział jak ma na nie odpowiedzieć. 
-Ech....pewnie znudziła jej się stara fryzura.- odparł, drapiąc się w tył głowy. Pięciolatek przyglądał mu się z zainteresowaniem, co peszyło Uchihę.
-Proszę pana, bo w przedszkolu mówili nam, że lekarze uzdrawiają ludzi.
-No.. można tak powiedzieć.
-To mogę pana o coś poprosić?- zaproponował.- Ale na ucho, żeby nikt nie słyszał!
-Haha, dobrze, dobrze.- odparł Itachi, klękając obok chłopca. Ten rozglądnął się w każdą stronę, jakby chciał się upewnić, że na pewno nikt nie będzie ich słyszeć. 
-Proszę...- szepnął smutnym tonem.-...proszę, niech pan uzdrowi mamusię... brakuje mi jej.- onkolog nie wiedział co ma odpowiedzieć. Przyjrzał się smutnej minie chłopca. W sercu poczuł smutek i ból. Tak bardzo współczuł Menmie. 
-Obiecuję ci, że uratuję twoją mamę!- odpowiedział głaszcząc chłopczyka po głowie, na co się uśmiechnął. 
-Kochanie, byłeś grzeczny?- zapytała Hinata, zaraz gdy weszła do pomieszczenia.
-Yhym, a pan doktor jest super!- wrzasnął, a Hyuga z niedowierzaniem spojrzała na doktora. Ten nieczuły burak miałby być super? Lekarz uśmiechnął się szeroko i przybił piątkę z chłopcem.
-Ma pani bardzo sympatyczne dziecko.- uznał, mijając pacjentkę przy drzwiach. 
-Dziękuję.- szepnęła jakby do siebie spoglądając z troską i miłością na uśmiechniętego syna. 


Dwa tygodnie później...
Leżała na szpitalnym łóżku. Cały świat, jakby wirował jej przed oczami, więc szybko je zamknęła.
-"Muszę się tylko przespać, do rana mi przejdzie.."- pomyślała. Po chwili poczuła ogromny ból. Wydawało jej się, że cała masa igieł wbiła się w jej ciało. Wzięła głęboki oddech, jednak nawet to nie ułatwiło jej złapania powietrza. Poczuła jak po policzkach płyną jej mokre łzy. Ból nawrócił z podwojoną siłą. Załkałą wyciągając rękę, w celu naciśnięcia guzika alarmowego (od autorki: wiecie takiego przy łóżkach szpitalnych, zawiadamia lekarzy, że coś się stało). Nie udało jej się. Nagle przeszły ją zimne dreszcze. Chciała krzyknąć, ale ból odebrał jej mowę. 
-"Nie mogę się poddać, nie mogę!"- wrzeszczała w myślach, zbierając ostatki siły.-" Zrobię to dla Menmy, spróbuję dla niego!"- udało się. Wcisnęła przycisk, a w sali natychmiast zjawili się lekarze oraz pielęgniarze. 
Wśród nich rozpoznała Itachiego. Miał przerażoną minę, i patrzył jej prosto w oczy. Hinata spróbowała lekko się do niego uśmiechnąć. Polubiła go. Nie wie jak to zrobił, ale sprawił, że Menma był szczęśliwy. Od ostatniej rozmowy doktora z chłopcem, młody Hyuga nie przestawał opowiadać o nim matce. 
-"Dziękuję."- przemknęło jej przez myśl. Nagle przestała słyszeć cały szum dookoła. Zamknęła powoli oczy,  a gdy znowu je otworzyła ujrzała kogoś, kogo tak bardzo  pragnęła znowu zobaczyć. 

Cztery dni później...
Itachi powoli wysiadł z auta. W oczy rzuciła mu się brązowowłosa dziewczyna, kierująca się w stronę parkingu. 
-Dzień dobry.- powiedział na powitanie.
-Spóźnił się pan...-szepnęła. Nie wyglądała już tak jak dawniej. Jej niegdyś starannie upięte włosy, powiewały "wolne" na wietrze. Twarz, ukazywała teraz ból i smutek.-...pogrzeb już się skończył.
-Nie lubię pogrzebów. Tenten czy Menma jest z tobą?
-Siedzi w aucie.- odpowiedziała z troską w głosie, spoglądając w stronę pojazdu.- Wybacz, ale muszę już jechać, przekaże mu pozdrowienia od ciebie.- zaproponowała. Itachi przyglądał się odjeżdżającemu samochodowi. Było mu przykro. Zawiódł zaufanie chłopca, złamał złożoną mu obietnicę. Ale nie mógł nic zrobić. Stan Hinaty był poważny, nawet chemioterapia nie postawiła ją na nogi. Mężczyzna westchnął pod nosem, po czym skierował się do wejścia na cmentarz. Po drodze minął grupkę osób, przypominających wyglądem zmarłą pacjentkę.Ich twarze  byłypozbawione jakichkolwiek emocji. To pewnie musiała być jej rodzina, pomyślał. Czasami zastanawiał się, dlaczego nigdy nie odwiedzili jej w szpitalu. Po chwili, Uchiha dotarł na grób Hinaty. Stało przy nim jeszcze parę osób, jednak szybko się ulotnili. Itachi położył na grobie wiązankę kwiatów, a zaraz po tym zaczął się modlić.  Gdy skończył, wciąż spoglądał na nagrobek, zasłonięty przez mnóstwo bukietów. Jego myśli ogarnęły wspomnienia. Zawsze kłócił się z Hinatą, ale było to raczej coś w stylu urozmaicenia sobie dnia. No przynajmniej z jego strony. W każdym razie, zdawał sobie sprawę, że naprawdę polubił dziewczynę. Uwielbiał patrzeć na jej obrażone miny, słuchać jak ponosi swój cieniutki, kobiecy głos, po to by sprawiać wrażenie groźniejszej. Nie dopuszczał do siebie myśli, że już nigdy jej nie zobaczy, ani nie usłyszy. 
-Pani Hyugo, mam nadzieję, że tam gdzie jesteś czujesz się szczęśliwa i nie musisz się już z nikim droczyć...i nie martw się o Menme, przecież wiesz, że pod opieką Tenten, wyrośnie na wspaniałego mężczyznę...- szepnął mając wrażenie, iż Hinata słyszy jego słowa, a zaraz po tym odszedł.


Koniec!
Wiem, że zakończenie pewnie wam się nie podoba, ale trudno, nie mogłam inaczej zakończyć tej historii. Gdy napisałam happy end, a potem go przeczytałam zachciało mi się, za przeproszeniem rzygać!
Poza tym jak dla mnie, to historia Hinaty, wcale nie zakończyła się, aż tak źle. ;p
Chcę wam wszystkim podziękować, za komentarze oraz odwiedzanie mojego bloga!
Jest mi z tego powodu bardzo miło! :) :*
ps: do napisania one schotu zainspirował mnie film pt: "Odrobina nieba"! :D 
(Jest świetny, szczerze polecam!).
Oprócz tego.. coś jeszcze, ale niech pozostanie to moją tajemnicą.
Pozdrawiam i już niedługo pojawi się kolejny rozdział KTS!!
Hiraku :* 



wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 7

Cześć!!!
Zdziwieni, że tak szybko? xD
No cóż, miałam dzisiaj ogromną wenę, na kolejną część Konoha Talents School!
W prawdzie, po szóstym rozdziale miała pojawić się kolejna część oneschota, ale naprawdę, nie wiem jak go zakończyć. :( 
Pojawi się prawdopodobnie za tydzień, przepraszam za opóźnienie. xD
No to zapraszam do czytania, a i wreszcie pojawi się Sasorek (na trochę dłużej niż zwykle^^). 
Oooo i jeszcze dziękuję z całego serca wszystkim czytającym, obserwującym oraz komentującym!
Naprawdę zagrzewacie mnie do dalszego pisania i za to jeszcze raz serdeczne dzięki! :))


-Mo...moja gło..głowa.- mruknąłem pod nosem, ledwo co wypowiadając słowa.- Mojee g..gar..dło!- Kuwa-un! Jestem chory! To pewnie przez te zimne piwa, które wypiłem w niedzielę z chłopakami! Mogłem nie pić-un! Kurwa znowu... już ósma trzydzieści! O tej porze na pewno nie zdążę ułożyć sobie fryzury-un. Ach, muszę jak najszybciej wygrzebać się z tego cholernego łóżka. Nie mogę przecież nie pójść do szkoły. Muszę spotkać się z Chihiro!
-Synku, nie zdążysz zjeść śniadania! Och... Boże! Deidaro czyżbyś był chory?!- nie ma to jak przejęty tatuś o poranku. Nie wiem co gorsze, fakt, że miał na sobie różowy fartuch, który zakładał gdy robił śniadanie (do obiadów i kolacji nosił fioletowy lub pomarańczowy w kwiatki -.-"),  czy też jego źle ułożone włosy! 
-Ta..to.. wszystko, dooobrze-un!
-Nic nie mów! Nie ma mowy, żebyś poszedł w takim stanie do szkoły!- pisnął, przykładając mi dłoń do czoła.- Ach!  W dodatku masz gorączkę, ale nie martw się! Zaraz przyniosę twój ulubiony syropek malinowy, on na pewno ci pomoże!
-Ale...
-Co to za krzyki?!- wydarła się matka. No świetnie, przywróciliśmy Godzillę do życia.
-Ach, kochanie! Wybacz, że cię obudziliśmy... mo-może napijesz się k-kawy, skoro ju-już wstałaś?- zaproponował ojciec, a ja westchnąłem w myślach. Od kiedy pamiętam, zawsze podporządkowywał i przymilał się mamie, szczególnie, gdy była zdenerwowana. Taaa, ślepy by zauważył, że się jej boi. 
-Nie śpię, przez ciebie szeregowy! A teraz marsz do kuchni nalać mi kawy!- warknęła ostro, a za ojcem, aż się kurzyło. Ciota-un. 
-A ty co tak leżysz?!
-Już... w..wstaję.- odburknąłem z trudem.
-Jesteś chory! Daję ci tydzień wolnego poruczniku! Siedź pod kołdrą i zdrowiej!- ech. Nie cierpiałem jej sposobu mówienia. Zwracała się do wszystkich jak do żołnierzy,  pewnie  z przyzwyczajenia. Jest w końcu podpułkownikiem-un(na urlopie). 
-Ma..mo, niee..
-Bez dyskusji żołnierzu! Musisz wyzdrowieć, inaczej szybko polegniesz na polu walki! To ROZKAZ!- gdy wydała rozkaz, dalsza dyskusja nie miała sensu. Świetnie-un. Jestem chory, rodzice wkurwiają mnie od rana, chuj wie czy wyzdrowieję do domówki u Tobiego, a poza tym przez ostatni czas nie zobaczą się z Chihiro! Żyć nie umierać-un!


Szedłem spokojnie w stronę szkoły. Na szczęście mieszkałem blisko budynku, dzięki czemu nigdy nie spóźniałem się na lekcje, zresztą nawet gdyby było inaczej zawsze przychodziłbym na czas. Punktualność to dla mnie największy priorytet. 
-"Ech, co może chcieć ten kretyn?"- pomyślałem, odbierając telefon.- Czego Deidara? 
-Ach... Sasori.. m..mój przyjacielu-un...- powiedział głosem tak zachrypniętym, że przez chwilę myślałem,, że to moja babcia dzwoni z jego telefon.
-Co ty tam pleciesz? Jesteś chory....i co w związku z tym- ledwo co zrozumiałem bełkot blondyna, w każdym razie prosił mnie o pilnowanie w kozie tej jego "dziewczyny". 
-Sasori-un.. przyjacielu! Jesteś... moja o..ostatnią eee.. nadzieją-un...- wybełkotał ledwo. Westchnąłem.
-Niech ci będzie, a teraz kończę... wchodzę do szkoły. Nara.- rzuciłem, rozłączając się. Gdy tylko zjawiłem się w środku, poczułem no sobie wzrok tych, za przeproszeniem jebniętych panienek! Boże.. jak ja nienawidziłem tych ich zdaniem zalotnych uśmieszków i tego całego "kyaaa", które krzyczały gdy zobaczyły mnie, lub kogoś z naszej grupy. Ech.. to takie irytujące! 
-Saso..Sasori!- usłyszałem za sobą, odwracając się. Przed sobą zauważyłem jakąś blondynkę, którą szczerze mówiąc widzę pierwszy raz w życiu i skąd ona zna moje imię?- Ja..ja ech...- "na litość boską, mogłabyś mówić szybciej..."- ja... słyszałam, że jesteś....dobry z chemii... mógłbyś mnie mo...może podu..
-Przykro mi, ale jestem zajęty przez najbliższy czas, a teraz sorry, spiszę się na lekcje.- odparłem odchodząc. Mam jej pomóc, pff, a od czego są podręczniki? Poza tym i tak wpakowałem się w pilnowanie tej całej Chihiro, a chciałem poświęcić się też trochę swojej sztuce. Ech.. 


-Ale Sakurciu?! Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?- zapytał po raz setny Naruto, patrząc na Haruno przerażonym wzrokiem, porzuconego pieska.
-Ty już dobrze wiesz dlaczego!- wrzasnęła i wraz z Ino odeszły od blondyna. Biedak, na pewno nie domyślał się o co może chodzić dziewczyną. Nie były złe o jego orientacje,były tolerancyjne i miały znajomych którzy byli homoseksualni, jak na przykład Sai czy Haku. Chodziło tylko i wyłącznie o Hinatę. Jeżeli ktoś zranił osobę na której zależy dziewczyną, miał, łagodnie mówiąc przejebane! 
-Ech, Chi!- zawołał Uzumaki podbiegając do mnie.- Nie widziałaś może Hinatki? 
-Aaa Hinata.. jest chora!- odpowiedziałam. Hyuga tak się napłakała, że aż nabawiła się przeziębienia, za to jej kuzyn Neji, wrócił do zdrowia. Szczerze mówiąc nie za bardzo mnie to cieszyło, bo czasami miałam wrażenie, że rozbiera mnie wzrokiem (jak teraz na przykład o.O).
-Szkoda, chciałem poprosić ją o spotkanie..
-Spo...spotkanie?! Ale, ale jak to?!
-Mam zamiar jej kogoś przedstawić!- co? Oby nie miał na myśli chłopaka, którego cmoknął, ale jak nie jego to kogo? I po co to wszystko?!
-Niby kogo...
-Ech, nie powiesz nikomu..- o kurka! Mówi mi tajemnice! To musi być coś poważnego!
-Nikomu! Obiecuję na mały paluszek!
-Dobrze, a więc... przyjechała do mnie kuzynka i gdy pokazałem jej zdjęcie z przyjaciółmi, na którym była Hinata, od razu się w niej zauroczyła! 
-Aaaaa-"....."-więc jest lesbijką!
-Taaak! Super nie?! Myślę, że pasowały by do siebie z Hinacią!
-Taa.. super, ale zapewniam cię, że Hinata na pewno nie gustuje w dziewczynach!
-Eeee, to nie szkodzi, moja kuzynka wygląda jak stu procentowy facet!- rzucił z uśmiechem.-Ale w środku jest miękką babką! Dopóki nie pokazałem jej zdjęcia z Hinatką, nadal była załamana po zerwaniu ze swoją dziewczyną! Nawet sobie nie wyobrażasz jak męczące było przytulanie, cmokanie i pocieszanie dziewczyny ze złamanym sercem!- no co ty nie powiesz. -.-
Opowieść Naruto otworzyła mi oczy. Kolesiem, którego cmoknął musiała być jego męska kuzynka! A to oznacza, że nie jest gejem! Ha, wiedziałam! Szkoda tylko, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć, ale to nic, grunt, że ja znam prawdę!


Koniec lekcji...


Po tym, jak pożegnałam się ze znajomymi, nie miałam tego dziwnego poczucia zazdrości. Już nie chciałam być na ich miejscu, nie chciałam jak oni wracać do domu. Chciałam zostać tutaj w szkole i iść na karę, którą jeszcze tydzień temu nazywałam torturą. Dzięki jednej osobie, mogłam znosić te kary cały rok, a nawet dłużej, byle spędzić z nią jak najwięcej czasu. Tą osobą, jak się domyślacie był Deidara. Nadal męczyła mnie myśl o plotkach, które krążyły na jego temat, ale jakoś przestałam w nie wierzyć. To pewnie historyjki wymyślone przez dziewczyny, które odrzucił. Tak! To pewne, no... oby..
Nieważne, w każdym razie, gdy tylko o nim pomyślałam, robiło mi się gorąco i jakoś miałam ochotę przytulić cały świat. Z początku bałam się tego uczucia i nie chciałam go do siebie dopuścić, ale dzisiaj wiem już, że naprawdę zauroczyłam się w Deiu! (od autorki: dopuściła do siebie tą myśl, po ledwo dwóch dniach!). Dręczyło mnie,  że nie widziałam go dzisiaj w szkole, hmm pewnie po prostu nie wpadliśmy na siebie na korytarzu! No nic, dzisiejszy dzień, jest super i na pewno nic ani nikt tego nie zmieni!
-Deidara, przepraszam za spóźnienie, jaaa.. a ty to kto?!


-Akasuna.... Sasori Akasuna (od autorki: przedstawia się niczym Bond, wybaczcie). Zdajesz sobie sprawę, która jest godzina?- zapytałem. Nienawidziłem spóźnialstwa, a ona właśnie to zrobiła! Królewna jedna pf.
-Yyy... piętnasta pięć, gdzie jest Dei..
-Jest chory, ale do rzeczy, o której zaczynasz karę?
-W poniedziałki o piętnaste...
-Dobrze, więc zdajesz sobie DOSKONALE sprawę ze swojego spóźnienia. Muszę cię poinformować, że przez obecny tydzień, póki jestem na zastępstwie, nie radzę ci więcej popełnić tego błędu, bo tego nie toleruję...- oświadczyłem poważnym tonem głosu. Musiałem ją sobie podporządkować, żeby potem nie robiła mi żadnych problemów! Nie miałem zamiaru się z nią użerać!- Dobrze, możesz już usiąść.- Nic.- No, ile mam czekać siadaj!- oznajmiłem już surowszym tonem, a ta dalej stała jak kołek, na środku pola (od aut. babcia tak czasem mówi). Nagle zaczęła się śmiać. Poczułem, jak robi mi się gorąco ze złości. Nie dość, że się spóźniła i to całe PIĘĆ minut, to jeszcze zlekceważyła mnie i w dodatku wyśmiewa. O nie, może Hidan i Deidara boją się twojej siły Chihiro, ale ze mną nie pójdzie ci tak łatwo! 
-I z czego się tak śmiejesz?!
-Ja..ahahhahahahha...ja, to takie śmieszne!- wydukała, krztusząc się i doprowadzając mnie do białej gorączki! 
-Niby co?!
-Bo.. hahaha, gadasz, jak jakiś stary, wredny nauczyciel, haha..
Oj, nie tak się z nią bawić nie będę. Wziąłem swój plecak i podszedłem do tej śmiejącej się niemoty. 
-"Śmiej się, póki możesz.."- przeszło mi przez myśl.- A więc, w ramach twojej kary, napiszesz dla mnie takie zdanie, hmm..mam.. ekchem: Nigdy więcej nie spóźnię się na odbywane przeze mnie kary, ani nie obrażę swojego starszego kolegi, a przy okazji członka Akatsuki, Sasoriego Akasuny. 
-Że co?!- haha, ten się śmieje, co się śmieje ostatni!- Nigdy tego nie napiszę!
-Ach no tak zapomniałem, chcę mieć to na jutro... razy sto!
-Co?! Ja nawet nie pamiętam tego zdania.
-To lepiej je sobie przypomnij, bo nie mam zamiaru się powtarzać. A skoro masz taką słabą pamięć przećwiczysz ją sobie pisząc mi... dwieście zdań!
-Chyba zwariowałeś!
-Trzysta!
-Nie mam zamia...
-No to pięćset!
Umilkła. Hehehe, jak miło od czasu do czasu uprzykrzyć komuś życie. 
-A teraz, nie mam zamiaru się dzisiaj z tobą użerać, do jutra, i lepiej miej te pięćset zdań, bo jak nie to zadam ci do napisania tysiąc! Narazie.- odparłem, posyłając w jej stronę jeden z moich najlepszych sarkastycznych uśmieszków, po czym wyszedłem z klasy zostawiając tą idiotkę samą sobie.


Co za ahhh.. To jest jakiś potwór! Jest tysiąc razy gorszy od Hidana!!!  Deidara, dlaczego musiałeś zachorować?! Ech, i co ci wogóle dolega?!  Nie, nie mogę o nim myśleć, na głowie mam teraz większy problem w postaci czerwonowłosego sadysty! Teraz mogę nazwać karę prawdziwą torturą, a ten ponurak zepsuł mi cały dzień!





A to właśnie kuzynka Naruto^^
Nie wiem, jak dla was, ale ja uważam, że ma coś i z kobiety i z mężczyzny xD

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 6

-I wtedy ją...przytuliłem..- chłopaki przyglądali mi się uważnie i ze zdziwieniem. Po tym jak powiedziałem im, że dogadywałem się z Chihiro wyglądali jakby nie do końca mi wierzyli.-..koniec-un.
Nastała cisza. Jedynym słyszalnym dźwiękiem było brzęczenie muchy.
-Nie pierdol, że jej nawet nie prze lizałeś!-  odezwał się w końcu Pein.- To nie w twoim stylu!
-Nie miałem ochoty jej pocałować..- skłamałem. Pare razy zastanawiałem się nad tym jednak bałem się. Nie, nie tego, że Chi mi przywali, no może trochę, ale tak naprawdę bałem się jej skrzywdzić.
Czułem wobec niej dziwne poczucie odpowiedzialności i... ja pierdole co się ze mną dzieje-un?!
-Jasne..- zaczął Sasori.- jak dla mnie ta mała zaczęła ci się podobać. Mam rację?
-CO?! Ocipiałeś?- wrzasnąłem jak oparzony, a Saso uśmiechnął się wścibsko pod nosem. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo mnie tym irytytował- un. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. W duchu modliłem się, żeby nie był to...
-Siema transwestyto!-...Hidan.
-A ty tu czego-un?
-Nie mogłem odpuścić sobie odwiedzin u mojej ulubionej blondi, poza tym Itachi napisał, żebym wpadał.- pieprzony Uchiha! Czasami mam wrażenie, że dalej próbuje się na mnie zemścić za odbicie jego dziewczyny z czasów, bodajże podstawówki-un.
Po jakiś dwóch godzinach spędzonych z tymi idiotami miałem dość. Z wyjątkiem Sasoriego, zaczęli rozmawiać o tyłku.. Chihiro.
- Widziałem jej majteczki, gdy ostatnio wyrąbała się na korytarzu! Nosi stringi!- ogłosił Pein. Gdyby Konan usłyszała co on wygaduje..
-Ciekawe jak Konan zareagowała by na tą informację.- wtrącił Sasori. Czy on nie czyta mi przypadkiem w myślach-un? W każdym razie słowa Sasoriego poskutkowały. Pein nie odezwał się już ani razu. Jednego mniej-un.
-E, blondi i co udało ci się ją przeruchać?- zapytał Hidan z kpiącym uśmieszkiem, a ja miałem ochotę go wysadzić.
-Tym razem sobie darował.- odezwał się Itachi.
-Ooo, czyżby nasza legenda przechodziła na emeryturę?- dodał siwy, a ja poczerwieniałem ze złości.
-Możecie z łaski swojej stąd wypierdalać?-wybuchnąłem.Nie cierpiałem kiedy ktoś mnie tak nazywał.
-Oho, chyba ktoś ma tu okres, lepiej go dzisiaj nie prowokować!- wrzasnął Hidan,a ja nie wytrzymałem.
-Wypierdalać!- warknąłem wściekle.
-Ech, Deidara czy ty zawsze musisz być taki wybuchowy?- dodał Sasori, wstając z fotela i idąc w stronę drzwi wyjściowych. Na całe szczęście, inni udali się jego tropem. Wreszcie mam święty spokój-un!



-Pudło lodów czekoladowych?
-Jest!
-Dwadzieścia paczek chusteczek higienicznych?
-Jest!
Wraz z babcią sprawdzałyśmy listę zakupionych rzeczy na dzisiejszy, sobotni wieczór.
-Iskiereczko, a tak właściwie po co ci to wszystko?- zapytała babulka.
-Cóż, Sakura mówiła żebym to wszystko załatwiła, odwiedzi mnie dzisiaj z Ino i Hinatą.
-Och, ciekawe o co może chodzić, hmm jak dla mnie..- nie dokończyła, gdyż rozległo się pukanie do drzwi.
-Co się stało?- zapytałam, gdy przed drzwiami ujrzałam (i usłyszałam) płaczącą Hinatę.
-Ech dzień dobry pani Riso!- wrzasnęła radośnie Sakura udając, że wszystko jest w porządku.
-Chodźcie do mojego pokoju!-oznajmiłam, biorąc ze sobą parę paczek chusteczek i pudło lodów.
Po dwudziestu minutach, znałam powód płaczu Hinaty.  Okazało się, że wczorajszego wieczora, gdy dziewczyny wychodziły z kina, natknęły na Naruto. Nie było on jednak sam. Towarzyszył mu jakiś chłopak. Niby wszystko okej, gdyby nie to, że blondyn po chwili ucałował kolegę w...
-CZOŁO! Rozumiesz w czoło!- wykrzyknęła Sakura, a Hinata ryknęła jeszcze większym płaczem.
-Ech, to chyba jeszcze nic nie znaczy..- odparłam, drapiąc się w tył głowy.- Może są po prostu bliskimi przyjaciółmi.
-Taa, z Sasuke też bardzo się przyjaźnią i jakoś nie dzielą się czułymi pocałunkami!- odparła Haruno.
-Poza tym, ostatnio skomplementował moje buty! I to nie byle jak! Powiedział, że ich turkusowy odcień świetnie współgra z moimi szmaragdowymi oczami! A jaki chłopak zna się na odcieniach?!!
-Hahaha, nie sugerujesz chyba, że Naruto jest gejem?- zapytałam krztusząc się ze śmiechu, a Hinata z płaczu.
-Chihiro w jakim świecie ty żyjesz?! To oczywiste, że nim jest!- uznała Sakura, kręcąc głową z rezygnacją. No co?  Znam Naruto od dziecka i zawsze był szalony! Nie wygląda na to, żeby się zmienił, dlatego jak dla mnie ten pocałunek musi być po prostu jego kolejnym, głupim żartem.
-Ech, przestańmy już dyskutować o jego orientacji. Hinatka, wszytko w porządku?- zapytałam uśmiechając się najsympatyczniej jak tylko mogę.
-Hi-hinatka! Naruto zawsze tak do mnie mówił!- wrzasnęła, a jej płacz przerodził się w jeden wielki szloch!
Biedulka, muszę jej jakoś pomóc!
Następnego dnia, obudziłam się w kupie zużytych przez Hinatę chusteczek. Wczoraj zaproponowałam jej nocleg u siebie. Nie mogła wrócić do domu w takim stanie! Jej rodzice od razu się zgodzili, gorzej było z Nejim- jej kuzynem.  Wciągu godzinnej rozmowy przez telefon, wypytał mnie chyba o wszystko, łącznie z rozmiarem stanika, na szczęście udało mi się go jakoś przekonać.
Po chwili zauważyłam jak Hyuga powoli otwiera oczy.
-Hejka, jak się spało?- zapytałam, a w odpowiedzi usłyszałam płacz. Ech.
Po jakiś dwóch godzinach odwiedziły nas Sakura, Ino i  Tenten, która już martwiła się co zrobiłby Neji, gdyby jakimś sposobem o wszystkim się dowiedział.
-..dlatego staraj się zachowywać normalnie w pobliżu kuyzna, okej?- zapytała Ten, a Hyuga skinęła potwierdzająco głową, ocierają mokre od płaczu oczy. Naprawdę jej współczułam, chociaż jak dla mnie pomysł, że Uzumaki mógłby być gejem był niedorzeczny.
-No Chi, zrobiło się takie zamieszanie, że całkiem zapomniałyśmy o tobie!- wrzasnęła Ino robiąc przy tym wścibską minę, a ja domyśliłam się już o co może jej chodzić. Rozejrzałam się dookoła i ku mojemu zdziwieniu nawet zrozpaczona Hinata wyglądała na zaciekawioną. A to niespodzianka!- No, mów jak tam randka z jednym z członków AKATSUKI?- zapytała Yamanaka, podkreślając nazwę organizacji, a przy okazji irytując mnie słowem na 'r'.
-To nie była randka, tylko... spotkanie!- zaczęłam czując jak moje policzki przybierają kolor purpury.- A poza tym powinnyśmy się skupić na Hin...
-Da sobie radę!- wtrąciła Tenten, odpowiadając za Hyugę.
- No, mów jak było!- krzyknęły równocześnie we trzy, a ja z Hinatą, spojrzałyśmy na nie jak na wariatki.
-A więc... tylko rozmawialiśmy i Deidara ubrudził mnie lodem... i no przytulił mnie...to wszystko.- opowiedziałam w skrócie. Nie lubiłam opowiadać innym o moich intymnych sprawach, poza tym gdy o tym mówiłam, towarzyszyło mi jakieś dziwne uczucie.
-Nie kłam! Gadaj lepiej jak pocałunek!!!- wrzasnęła Ino.
-Nie.. nie całowaliśmy się! Deidara to tylko mój kolega!- wrzasnęłam, a w mojej głowie pojawiło się pytanie 'czy aby na pewno'.
- Och, Chi nie oszukuj nas! Każdy wie, że Dei jest legendą!-wrzasneła Sakura.
-Legendą? Jaką znowu legendą?- zapytałam zaskoczona.
-Krążą przeróżne historie, o tym jak kończą się randki Deidary.- powiedziała Ino, a wokół zrobiła się jakaś dziwna atmosfera.
-Jakie znowu historie?- zapytałam roztrzęsiona.
-Ponoć każda jego randka kończy się nie zapomnianym pocałunkiem.- odparła Tenten- A te dziewczyny, które zrobiły na nim największe wrażenie, spędziły z nim upojna noc!
-Wiec nie mów nam, ze doszło miedz wami jedynie do uścisku!- wrzasnęła Ino.
-On mnie tylko PRZYTULIŁ!- warknęłam wychodząc z pokoju. Niespodziewanie poczułam ukucie w sercu.
-'Co to ma być?'- pomyślałam wchodząc do toalety. Przemyłam twarz zimną wodą i spojrzałam w lustro. Miałam smutny wyraz twarzy, ale po chwili się uśmiechnęłam. Sztucznie. Westchnęłam ciężko. W głowie przez cały czas słyszałam słowa dziewczyn. Deidara okazał się jakimś popieprzonym playboyem! Jeszcze wczoraj w kozie mało by mnie to interesowało, ale po naszym spotkaniu... Czy ten miły chłopak mógłby wykorzystywać w ten sposób dziewczyny? Skoro tak, to dlaczego nie wykorzystał mnie?
-'Cholera'- szepnęłam i znowu spojrzałam w swoje odbicie. Może byłam dla niego za brzydka, albo po prostu mnie nie polubił... Ale przecież tak dobrze nam się rozmawiało. Nie rozumiem tego... i kurwa! Dlaczego o nim myślę? Ach, jestem taka żałosna! Znam go tak krotko, a naprawdę się w nim... zauroczyłam?! Nie to jakieś kompletne nieporozumienie!


Wreszcie cisza i spokój-un! Właściwie nigdy tego nie lubiłem, ale teraz mogłem spokojnie się zrelaksować! Nagle moja błogą cisze przerwał dźwięk telefonu. Kurwa-un. Dostałem SMS i to od TOBIEGO! Był absolwentem Konoha Talents School i byłym liderem Akatsuki. Do dziś jednak został  idiotą-un.
Czytając wiadomość uśmiechnąłem się pod nosem...będzie ciekawie-un!
'Deidara-senapi! Załatwiaj laski, zbieraj Akasiow i widzimy się u mnie w następną sobotę o dwudziestej! Bedzie niezła imprezka!'

***
No, powróciłam z nowym rozdziałem, z którego jestem absolutnie niezadowolona! Przepraszam was za wszelkie błędy, ale jestem strasznie zmęczona, a notkę pisałam na zjeździe w kończącym się zeszycie!
W każdym razie mam nadzieje, ze jednak chodź trochę się wam spodobało!
Buziaczki!








niedziela, 18 sierpnia 2013

Informacja!!!

Kochani!!!
Już jutro wyjeżdżam na zjazd rodzinny!!
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo tego nie chcę, jednak niestety, nie mam wyboru!
Wracam w czwartek, więc nowy rozdział pojawi się najprawdopodobniej w  piątek, może w sobotę.
W każdym razie, proszę Was o trzymanie za mnie kciuków, gdyż takie rodzinne zjazdy są dla mnie jak tortury. -.-
Do zobaczenia i życzcie mi powodzenia! 
-Karolina Hiraku  

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 5

Siedziałam sama w ławce, bazgrząc różności w zeszycie. Nie miałam ochoty uczestniczyć tak jak reszta klasy w kłótni z profesorem Jirayą, o ilości zadanej przez niego pracy domowej. Nawet  Hinata włączyła się do tej jakże interesującej dyskusji. Jestem pełna podziwu! Moje myśli krążyły koły jednego tematu. Już po tej lekcji czeka mnie istna tortura, tak zgadliście- koza! Na samą myśl o tym, że będę musiała tam spędzić kolejne czterdzieści pięć minut życia robiło mi się słabo. W dodatku będzie pilnował mnie nie kto inny jak pan masażysta, przy którym zrobiłam z siebie idiotkę... w prost cudownie!
-'Czas na tortury'- pomyślałam, gdy zadzwonił dzwonek.
-Chi, idę dzisiaj z dziewczynami do kina, piszesz się?- zapytała Sakura, podczas gdy ja pakowałam podręczniki.
-Ech, nie wiem, dam ci znać jak skończę kozę.- mruknęłam płaczliwym głosem. Gdy pożegnałam się ze znajomymi, udałam się, jak zapewne się domyślacie do klasy numer czterdzieści dziewięć, klasy, w której dzieją się straszne rzeczy. W pomieszczeniu czekał już mój blond kat- Deidara.
-Hej-un!- uśmiechnął się lekko, a ja poczułam jak się czerwienię. Muszę się tego oduczyć, bo jeszcze zaczną mnie mylić z Hinatą.
-Cześć!- odparłam, robiąc się przy tym jeszcze bardziej purpurowa i zajęłam swoje miejsce. Nagle zorientowałam się, że blondyn cały czas się mi przygląda
.- Na co się tak lampisz?- wrzasnęłam, a gdy zorientowałam się, że powiedziałam to na głos, walnęłam głową w ławkę. W odpowiedzi na moje pytanie, Dei-kat zaczął śmiać się w dziwny sposób, zbliżając się do mojej ławki.


-'Nienormalna-un'- przemknęło mi przez myśl, gdy nachyliłem się nad tą wariatką. Miałem właśnie zastosować jedną z moich najlepszych taktyk, jeżeli chodzi o podryw, ale przypomniałem sobie, to co mówił Sasori. Przy tej lasce lepiej odpuścić sobie namiętne pocałunki, no, przynajmniej na razie. Okej-un, muszę być miły, tylko kurwa jak-un?! No dalej Dei wymyśl jakiś komplement czy coś!
-Masz...nietypowy charakter-un...-zacząłem, a dziewczyna spojrzała na mnie tymi wielkimi ślepiami.-..to znaczy-un... jesteś inna.- no chyba jakoś wyszło, ale zastanawia mnie dlaczego zrobiła taką wściekłą minę.
-Że co?!- warknęła, a ja gwałtownie się od niej odsunąłem. Dziwne mam wrażenie, że dzisiaj znowu mnie uderzy-un!
-Inna, w pozytywnym sensie!- wrzasnąłem, szczerząc się jak głupi do sera.- Dlatego właśnie co powiesz na loda-un?
-Na loda?!!!- powtórzyła wściekle, a ja zorientowałem się jak dwuznacznie zabrzmiała moja propozycja.  A tak na marginesie, czy ja przypadkiem nie zaproponowałem, tej wariatce spotkania? No ja pierdole-un! W co ja się pakuję!
-Chodziło mi o takiego do jedzenia-un... to co ty na to?- proszę powiedz nie, powiedz nie!
-Okej.- no i chuj...
-Dobra, w takim razie spotkajmy się pod szkołą o siedemnastej, pasuje?
-Taaa..- odparła bez entuzjazmu wyciągając książki.


-Yep?
-Sakura, nie zgadniesz co się stało!- wrzasnęłam kierując się w stronę domu.
-Znowu uderzyłaś blond przystojniaka?
-Pudło! Ten pies na baby zaprosił mnie na loda!
-Że co? Chyba mu nie zrobiłaś?- zapytała zmartwiona, a ja plasnęłam się w czoło.
-Nie chodziło mi o takiego loda! Miałam na myśli tego do jedzenie.. -.-
-Dobra,dobra, tylko żeby potem nic innego z tego nie wyszło!- oznajmiła śmiejąc się i kończąc rozmowę.
Po wejściu do domu poczułam wspaniały zapach babcinego obiadku! W kuchni czekał już na mnie talerz pełen mojej ulubionej zupy ryżowej! Mniam!
-I jakie masz na dzisiaj plany Iskiereczko?- zapytała babcia, gdy ja myłam brudne naczynia.
-Idę na lod.. to znaczy na spotkanie!- odparłam. Może babcia ma swoje lata, ale nikt tak jak ona nie wyszukiwał dwuznacznych sytuacji. Czasami naprawdę miałam wrażenie, że nie mieszkam z babulą, tylko z jakąś napaloną, zboczoną studentką, zresztą nieważne...
Gdy skończyłam sprzątanie bo obiedzie, udałam się w do swojego pokoju i nagle zdałam sobie sprawę, że najprawdopodobniej nie mam się w co ubrać. Chwilkę.... nie będę się przecież stroić dla tego blondasa, a poza tym nie idę z nim przecież na randkę! Nie zawracając sobie dłużej głowy tym tematem, wyciągnęłam z szafy biały podkoszulek, dżinsową katanę i ciemne, długie rurki, po czym poszłam do łazienki, wziąć prysznic. Gdy skończyłam się szykować było około za dwadzieścia piąta, w sam raz na dojście pod szkołę. Założyłam tenisówki oraz szeroką szarą chustę i wyszłam z domu.  Po drodze zaczęłam odczuwać stres. Co prawda byłam już sam na sam z Deidarą, ale koza to co innego i gdy nie mamy tematów do rozmów, zawsze mogę udać, że się czegoś uczę.
No nic, pozostaje mi się tylko wyluzować i być sobą, poza tym to nie randka. Nagle ujrzałam blondyna. Opierał się o zamkniętą już bramę szkoły i o kurka, wyglądał lepiej niż ja! -.-


-'Ja pierdole, na jakiego chuja ja ją zapraszałem-un.'- pytałem sam siebie w myślach. Na serio... nie miałem ochoty odgrywać przy tej kretynce jakiś szopek! Nienawidzę być miłym dla kogoś, kogo nie znoszę! Nienawidzę udawać kogoś kim nie jestem! Boże, nienawidzę siebie za to, że założyłem się z Hidanem-un!!!
-Cześć!- usłyszałem, głos tej wariatki, po czym podniosłem głowę do góry.
-H-hej..- odparłem przyglądając się  dziewczynie.
O dziwo, nie wystroiła się jakoś specjalnie, właściwie wyglądała normalnie. Zwykle, gdy umawiam się z dziewczynami, przychodzą odstawione jak na Galę Oscarów.  W każdym razie, coś chyba jednak się w niej zmieniło. To pewnie dla tego, że związała włosy w koka-un!
-No to gdzie idziemy?
-Mam wypatrzoną kawiarenkę, w której robią świetne lody-um!- wrzasnąłem, a zaraz potem zasłoniłem sobie usta. Kurwa, znowu palnąłem coś dwuznacznego-un!!! Nagle usłyszałem śmiech Chihiro. Zdziwiłem się, bo szczerze mówiąc spodziewałem się jej wściekłej miny, na którą jestem uczulony. Kurcze, muszę przyznać, że wygląda słodziutko,gdy się śmieje.. chwila-un! Czy ja przed chwilą użyłem słowa ' słodziutko'?!
Ja pierdole! Deidara ogarnij się-un!
-Jaki chcesz smak?- zapytałem, gdy byliśmy już na miejscu.
-Hmm.. truskawkowy!- odparła delikatnie się uśmiechając.
-To mój ulubiony smak!- wrzasnąłem podekscytowany jakbym zobaczył Usamę ibn Ladena. Jacie, pierwszy raz mam ochotę wysadzić sam siebie-un. Zachowuje się jak jakaś radosna, pusta nastolatka!
-Czekaj zapłacę za siebie!
-Przestań! To ja cię zaprosiłem, wiec to ja płacę-un!- zaprotestowałem, a ona znowu uśmiechnęła się w ten cholernie uroczy i ciepły sposób.  Mam wrażenie, że zamiast Chihiro przyszedł do mnie jej znacznie ulepszony klon-un! Kręciliśmy się po mieście, jedząc przy tym lody i ku mojemu zaskoczeniu, dogadywałem się z nią! Kurwa, chyba jeszcze nigdy z żadną dziewczyną nie rozmawiało mi się tak dobrze-un! Co prawda, czasem musiałem ją przekrzykiwać, bo buzia się jej nie zamykała, ale jakoś w ogóle mi to nie przeszkadzało-un. Kto by pomyślał, że okaże się być taka... taka fajna-un!
-No, a co myślisz o sztuce?- zapytałem,o jeden z najciekawszych dla mnie tematów.
-W sumie, jeszcze nigdy się nad tym nie zastanawiałam...- uznała, łapiąc się przy tym za pod próbek w chuj uroczy sposób-un! Gdybym miał termometr, który mierzy poziom słodkości, to przy Chi w tym momencie pękną by na sto procent! Ja pierdole, o czym ja myślę-un!-... a ty co o tym sądzisz?- czekałem na to pytanie.
-Ha! Sztuka to nic innego jak wybuch, jak eksplozja! To nieuchwycone przelotne piękno, któr...- przerwałem gdy poczułem jak uderzyłem o coś ręką, w której trzymałem loda.- Chihiro! Przepraszam-un!- wrzasnąłem, gdy okazało się, że mój lód wylądował na twarzy dziewczyny. Ale ze mnie idiota-un!
Gdyby wydarzyło się to jeszcze dzisiaj w kozie, za pewne cieszyłbym się w duchu. Teraz byłem przerażony, nie wiem czy bardziej w obawie, iż Chi mi przywali, czy, że się do mnie nie odezwie.
-Spoko, mam jeszcze serwetkę z loda, poza tym nie zrobiłeś tego specjalnie.- spodziewałem się chyba wszystkiego, ale na pewno nie takiej reakcji ze strony Chihiro.-  A twój pogląd na sztukę jest moim zdaniem naprawdę intrygujący!- uznała wycierając twarz. I chuj-un! Teraz naprawdę ja polubiłem!
Po około dwóch godzinach, Chi stwierdziła, że musi już wracać, a mnie nie oczekiwanie zrobiło się przykro. Chciałem z nią jeszcze porozmawiać, dlatego postanowiłem odprowadzić ją do domu.
-O tutaj mieszkam!- oznajmiła, zatrzymując się przed jakąś kamienicą.
-Ładnie tu-un!- oznajmiłem przyglądając się budowli z czerwonej cegły.
-Hah, to miłe słysząc to z ust artysty!- Po tych słowach nie wytrzymałem. Musiałem ją przytulić-un! Sam nie wiem dlaczego, ale po tym dniu zmieniłem zdanie o Chi o jakieś  trzysta sześćdziesiąt stopni! Wcale nie była wredną, świrniętą suką-un. Kurwa, aż trudno mi uwierzyć, że mogłem tak o niej pomyśleć. Po chwili oderwałem się od niej i wyciągnąłem w jej stronę dłoń.
- Dzięki za spotkanie-un!
-Ja też!- odparła ściskając moją rękę. Kurde...jak na taką drobną dziewczynę, ma całkiem mocny uścisk dłoni. Moment później Chihiro weszła już do swojej kamienicy, a ja udałem się w stronę swojego domu z dziwnym, mieszanym uczuciem w żołądku.
***
Piąty rozdział już jest, trochę w to nie wierzę, że udało mi się napisać go tak szybko (moim zdaniem jest też przesłodzony-.-'). W kolejnym rozdziale, dowiecie się jakie odczucia po 'randce' ma Chihiro, co wydarzyło się Hinacie w kinie. :)
Trzecia część ItaHina pojawi się po szóstym rozdziale KTS, gdyż zastanawiam się jeszcze jak ją zakończyć!:D
No cóż na koniec pozdrawiam i dziękuję wszystkim czytającym! :*
-Hiraku 

czwartek, 8 sierpnia 2013

One Shot- ItaHina część 2

Jest i druga część mojego OneShota! :D
Jestem z niej w miarę zadowolona, ale przyznam, że gdy go pisałam momentami miałam ochotę puścić pawia :(
Może sami domyślicie się dlaczego.. xD
Przedstawia ona przeszłość Hinaty, problemy z jakimi musiała się zmagać..
No nic, w każdym razie zapraszam do czytania i dziękuję wszystkim nowym czytelnikom, jaki tym starym ! xD
Serdecznie dziękuję jeszcze za komentarze, które strasznie motywują  mnie do dalszego pisania!!!  :))


-Tenten! To jest chyb-ba zepsute!- mruknęła granatowowłosa podając przyjaciółce test ciążowy. Ta tylko przyłożyła rękę do ust, wpatrując się w przedmiot. Chyba po raz pierwszy nie wiedziała co powiedzieć. Hinata widząc niecodzienne zachowanie dziewczyny, wiedziała co to znaczy. Jest w ciąży. Co prawda była pełnoletnia. Miała dwadzieścia lat, ale przecież w środku nadal była zagubioną nastolatką! Zdecydowanie nie była jeszcze gotowa do takiej odpowiedzialności jaką jest macierzyństwo. Załamana powoli zsunęła się na zimną podłogę,  gorzko płacząc. 
-''Boże, dlaczego...co ja mam zrobić?!''- myślała gorączkowo. Nagle poczuła jak ktoś klęka i mocno ją obejmuje. 
-Wszystko będzie dobrze. Choćby nie wiem co, zawsze ci pomogę Hinata.- szepnęła Tenten, gładząc przyjaciółkę po głowie. Hyuga przetarła mokre oczy i zerknęła na szatynkę. Spoglądała przed siebie, a jej wzrok był jakby nieobecny. Sytuacja, w jakiej znalazła się białooka również bardzo ją przerażała. Dziewczęta ledwo co zaczęły studia, a już miały przed sobą  tak poważny problem. 
-T-tenten..- szepnęła-... co.. co ja mam zrobić?
-To co zawsze powtarza ci ten twój durny chłopak..- odparła lekko się uśmiechając.-... nie poddawaj się choćby nie wiem co!
Dziewczyna nie zdawała sobie nawet sprawy jak bardzo tymi słowami podniosła na duchu przyjaciółkę.
-D-dziękuję..- mruknęła Hyuga, a po jej policzkach spłynęły kolejne łzy. 
Minął tydzień od kiedy Hinata zrobiła test. Przez cały ten czas nie spotykała się ze swoim chłopakiem, tłumacząc się niespodziewaną wizytą rodziców. Młodzieniec ani myślał się z nimi spotkać. Państwo Hyuga, łagodnie mówiąc, nie przepadali za wyrostkiem. Uważali go za nieudacznika, gdyż nie studiował. Naruto- tak brzmiało jego imię, był kelnerem w całkiem dobrej restauracji. Pewnego dnia blondyn przez przypadek wpadł na młodą studentkę oblewając ją między innymi zupą grzybową (od autorki: ohyda -.-). 
Gdy pomógł dziewczynie wstać i spojrzał w jej duże lawendowe oczy, wpadł jak śliwka w kompot- zakochał się od pierwszego wejrzenia. W dodatku Hyuga odwzajemniała jego uczucia. Młodzi od razu wymienili się numerami, zaczęli się spotykać. Z początku nieśmiała Hinata, z dnia na dzień, stawała się coraz bardziej otwarta w stosunku do Naruto. Oboje w końcu zdecydowali się oficjalnie być ze sobą. Niedługo po zapadnięciu decyzji zrobili to. Naruto był dla granatowowłosej pierwszym. Podczas aktu miłości, dziewczyna czuła, że to właśnie dla niego trzymała swoje dziewictwo. 
-Hinatka! I jak tam rodzinka? Wyjechała już?- zawołał radośnie blondyn, gdy zbliżał się do siedzącej na ławce dziewczyny.
-T-tak..-odparła, spoglądając na swoje buty. 
-Ej, Hnacia, coś się stało?- zapytał z troską. Wystarczyło, że tylko na nią spojrzał, a już widział, że coś jest nie tak.- Hinata?
-N-nie, wszystko w porządku..-mruknęła, gdy nagle poczuła jak do oczu napływają jej łzy.
-Kochanie, czy to przez twoich rodziców, znowu mówili coś na mój temat? 
-N-nie..
-Więc co się stało?
-J-ja...- załkała. Jeszcze chyba nigdy tak bardzo się nie bała. Była w stu procentach pewna, że po tym co powie, Naruto ucieknie gdzie pieprz rośnie.-.. j-ja... ja jestem z tobą w ciąży!- zaszlochała zakrywając twarz dłońmi. Chłopak wstał z ławki i kucnął na wprost dziewczyny. Zabrał jej delikatne ręce, tak by móc zobaczyć jej twarz. 
-Chyba nie myślisz, że zostawię cię z tego powodu, co?- odparł ciepło się uśmiechając. Na dźwięk tych słów Hinata od razu rozpromieniała, jej policzki jak zawsze na gdy blondyn się uśmiechał, przybierały obficie czerwony kolor.- Przecież zawsze ci mówiłem... Moim największym marzeniem jest założenie rodziny, której nigdy nie miałem. Wygląda na to, że dzięki tobie się spełni.
Dziewczyna po tych słowach, wprost rzuciła się na Uzumakiego. Teraz wiedziała, iż mimo wszystkich przeszkód, które ją czekają, ze wsparciem Naruto da sobie radę.


Miesiąc później...



-Gotowa?- zapytała Tenten, gdy tylko zaparkowała pod domem moich rodziców.
-Bardziej niż kiedykolwiek.- odparłam z głosem pozbawionym emocji. W końcu, nadszedł ten dzień... dzień, w którym powiem o wszystkim rodzicom. Wysiadając z auta uśmiechnęłam się lekko w stronę Tenten, ta pokazała mi gestem, że trzyma za mnie kciuki. Ech, naprawdę, z wyjątkiem Naruto, jest chyba najbliższą mi osobą! Jeżeli miałabym życzyć komuś przyjaciółki to chyba tylko takiej jak ona.
Powoli skierowałam się w stronę drzwi wejściowych rezydencji. W dzieciństwie, tak bardzo kochałam to miejsce. 
-Witamy w domu, panienko Hinato!- powiedział lokaj otwierając drzwi.- Rodzice panienki, czekają w salonie.- odrzekł, a ja skinęłam potwierdzająco głową. Wchodząc do środka moimi myślami zawładnęły wspomnienia. Doskonale pamiętam, jak wraz z młodszą siostrą kochałyśmy się bawić w holu. Czasami naprawdę bardzo chciałabym wrócić do tych czasów, do czasów, kiedy moim największym problemem było jak ubrać moją ukochaną lalkę. Tak bardzo zatopiłam się we wspomnieniach, że nie zauważyłam, iż znalazłam się pod drzwiami salonu. Pociągnęłam za gałkę od wejścia, połykając przy tym głośno ślinę. Byłam bardzo zestresowana. Zdawałam sobie sprawę, iż ta rozmowa nie będzie należała do najprzyjemniejszych. 
W środku pomieszczenia, od razu zauważyłam matkę i ojca siedzących na kwiecistych fotelach, odwróconych w moją stronę. 
-Witaj w domu Hinato.- powiedziała spokojnie mama. Zawsze była taka opanowana, a w dodatku prawie nigdy się nie odzywała. Szerze mówiąc, w ciągu całego swojego życia nie rozmawiałam z nią zbyt często.
-Co cię do nas sprowadza?- zapytał podejrzliwie ojciec.
-Chcę was o czymś poinformować, ja..
-Niech zgadnę, ten twój nic niewarty chłoptaś cię okradł i przyszłaś się poskarżyć?- wtrącił się wścibsko ojczulek.
-Nie i p-proszę, daruj sob-bie te komentarze... ja...ja chcę was poinformować, że b-będziecie mieć wnuka..
Szczerze mówiąc spodziewałam się krzyków, płaczu matki, tymczasem w pomieszczeniu panowała całkowita cisza. 
-Ech..- westchnął ojczulek-.. w takim razie Hinato, musisz dokonać wyboru..- odrzekł, a ja poczułam jak po plecach przeszedł mi nieprzyjemny dreszcz.-..albo zerwiesz z tym nieudacznikiem i usuniesz ciążę, albo nie licz na pomoc naszej rodziny, w żadnym, nawet najgorszym wypadku.
Zamarłam. Nie mogłam uwierzyć, że mówi to mój ojciec. Zawsze był bardzo surowy i rzadko kiedy pokazywał swoje uczucia, ale nigdy nie był aż tak nieczuły. Jak mógł postawić mi takie ultimatum? Jak mógł pomyśleć, że zabiję swoje własne dziecko...?
-W życiu nie odejdę od Naruto, a już tym bardziej nie usunę mojego dziecka!- wykrzyknęłam przez łzy, wybiegając z pokoju. Miałam ochotę uciec z tego miejsca jak najdalej, a jeszcze przed chwilą kojarzyło mi się ono z domem, z rodziną... jak ja mogłam nie zauważyć wcześniej jakimi ludźmi są moi rodzice! 
-Jedźmy stąd!-  wrzasnęłam do Tenten, gdy tylko weszłam do auta.
-Hina...
-Jedź! Opowiem ci gdy wrócimy do domu i przyjedzie Naruto!- krzyknęłam, a zaraz po tym wyjęłam komórkę. Muszę do niego zadzwonić, tak bardzo chcę go zobaczyć..
-Kurwa...
-Co jest?- zapytała ostrożnie Ten.
-Ma wyłączony telefon, a właściwie dlaczego my stoimy?
-Wydaje mi się, że ktoś miał wypadek wszędzie jest policja i karetki, a w dodatku zrobił się straaaaaszny korek!
-Pewnie znowu jakiś pijany kierowca! I bardzo dobrze, przynajmniej będzie o jednego kretyna mniej!- warknęłam, zaciskając pięści.
-Hinata... nie poznaje cię!- wrzasnęła, lekko się uśmiechając, gdy niespodziewanie, zrobiła się cała blada.
-Ej, dobrze się czujesz?- zapytałam z troską,bo naprawdę, wyglądała jakby zobaczyła ducha.
-H-hinata... cz-czy to nie jest auto N-naruto?- powiedziała Tenten oglądając się w stronę rozbitego o drzewo pojazdu.
-To...NIE...PROSZĘ, NIE!!!- wykrzyknęłam, połykając słone łzy i nie wiele myśląc wybiegłam z auta.
-Co pani robi?! Proszę wrócić do auta!!!- warknął jeden z policjantów. Nagle przestałam słyszeć co do mnie mówi. Poczułam, jak świat wiruje mi przed oczami, jak moje serce zaczyna bić coraz mocniej. Widziałam... jak ojciec mojego dziecka, jak mój ukochany... jest chowany przez jednego z policjantów, do czarnego wora. Nie był uśmiechnięty, tak jak zwykle, jego wyraz twarzy był taki smutny, jak by nie chciał jeszcze umierać!Jakby chciał jeszcze ze mną zostać! Nie, to, to nie jest prawdziwe! On..on nie mógł zginąć, jego marzenie... jeżeli zginął, to ono nigdy się nie spełni!!! To nieprawda!!



\